wtorek, 14 marca 2017

poszukiwania inspiracji

Nigdy nie miałam motyli w brzuchu, wszystkie pochowały się w mojej głowie.


Nawet nie wiecie jak tęsknię za pisaniem. Nie tylko dlatego, że to takie przyjemne, ale również dlatego, że czuję się jakby w mojej głowie nieustannie latały kolorowe motyle goniące barwne wiązki światła przepływające gdzieś pomiędzy nimi. Pomysły tłoczą się wszystkie na niewielkiej przestrzeni, starając się wepchnąć przed inne w kolejce do ich realizacji. Nawet kiedy czuję się smutna i niezdolna do tworzenia, czy nawet funkcjonowania - one tylko trochę bledną i rozpychają się z nieznacznie mniejszą mocą. Mogę się sama obrazić na milion sposób, nie mogę jednak powiedzieć, żeby kiedykolwiek brakowało mi inspiracji.

Czy też zdarzają wam się momenty, kiedy nie macie czasu na NIC... oprócz prokrastynacji. U mnie ostatnio jest to stan permanentny. Odkładam na później obowiązki, np. oglądając filmiki na YouTubie. Ostatnio moim absolutnym faworytem jeśli chodzi o ich tematykę jest poszukiwanie inspiracji. Przy którymś z kolei zdałam sobie sprawę, że oglądanie ich jest o tyle dla mnie bezcelowe, że zupełnie tego nie potrzebuje. Pomysły wylewają mi się uszami i nie pozwalają w nocy zasnąć nieustannie prosząc o zrealizowanie. 

Oczywiście ta myśl od razu zrodziła pytani dlaczego tak się dzieje? Czy po prostu można się urodzić z większą kreatywnością niż inni? Czy mam coś czego inni nie mają? Czy nie ma wyjaśnienia dla nieustannego hałasu w mojej głowie?

Oj, niestety wcale nie jestem wyjątkowa. Po prostu mama nauczyła mnie czegoś, dzięki czemu wiem, że inspiracja mnie nigdy nie opuści. Nauczyła mnie się zachwycać.

Zresztą nie tylko ona. Uczenie się doceniania świata jest cechą, którą muszę nieustannie pielęgnować. Łatwo zachwycać się dziełem Joana Miró, ciężej brzydką ławką stojącą po środku miasta. Nie tak trudno zachłysnąć się podziwem, dla pięknego według ogólnie przyjętych kulturowo norm człowieka, gorzej gdy tym człowiekiem jest typowa Karyna. Oczywiście to nic złego, że niektóre rzeczy wzbudzają w nas większy zachwyt niż inne. Ale im częściej czujemy tę emocję, tym łatwiej się zainspirować.

Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy - praca, by się zmartwychwstało.
   Cyprian Kamil Norwid, Promethidion fragment 

5 komentarzy:

  1. Ach, jaki piękny post ♥ I bardzo, bardzo się z nim utożsamiam.
    Kiedyś narzekałam, że nie mam pomysłów, w ogóle, nie wiem, o czym pisać. Prawda jednak była taka, że pomysłów miałam mnóstwo - po prostu wtedy byłam na etapie głupiego perfekcjonizmu i wiele z nich odrzucałam jako ,,nie dość dobre". Przez to bałam się pisać, żeby nie stworzyć jakiegoś potworka i sama się blokowałam.
    Aż w końcu, nareszcie, kilka lat temu, oprzytomniałam.
    Uświadomiłam sobie, że przez to, przez jakiś głupi strach, piszę wręcz rozpaczliwie mało, że odrzucam wszystkie własne pomysły, sama uniemożliwiam sobie swój rozwój. Bo żeby pisać, trzeba pisać. Wiem, brzmi głupio, ale wydaje mi się, że czasem można o tym zapomnieć.
    I w tym momencie blokada runęła.
    Teraz mam tyle pomysłów, że czasem aż mnie to przeraża. Wylewają się ze mnie. Kolorowe motyle roją się w mojej głowie (piękne porównanie), latają, wirują. Zapełniłam nimi kilka stron w zeszycie, samymi pomysłami, niektórymi w fazie samej inspiracji, niektórymi już gotowymi, aż czasem nie wiem, za które zabrać się najpierw. A wciąż przychodzą nowe. W tym momencie właściwie z każdego miejsca. Pisanie to nie tylko moja pasja, ale właściwie element życia. Codziennie, każdego dnia, w głowie snuję opowieści. Czasami to nawet chciałabym przestać, a nie mogę. Każdego dnia powstają jakieś historie albo rozwijane są te istniejące. W mojej głowie powstają ludzie, światy, fabuły.
    To właściwie trochę magiczne. I uwielbiam to uczucie.
    Jednocześnie inspiracje łowię zewsząd. Z prawie każdego miejsca. Jedna myśl, jedno skojarzenie, jeden zauważony przedmiot i już coś kiełkuje.
    A to dlatego, że podobnie jak Ciebie - nauczono mnie zachwycać się światem. Podziwiać, cieszyć się wszystkim, dostrzegać piękno. W moim tacie zawsze uwielbiałam to, że on nigdy nie zatracił takiego dziecięcego (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) zachwytu nad światem i wszystkim, co piękne. Chyba mam to po nim. Czasem potrafię długo zachwycać się misternymi gałązkami, opadniętymi liśćmi, czyimś ciepłym uśmiechem. Również uczę się tego cały czas - jak doceniać to, co jest wokół.
    A wtedy inspiracje same przychodzą :)
    W ogóle dla mnie kreatywność to tak naprawdę często umiejętność dostrzegania różnych rzeczy i twórczego ich wykorzystania :)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest bardzo ładny komentarz ❤
      i ile prawdy w tym blokowaniu się ze strachu przed byciem niedostatecznie dobrym!

      Usuń
  2. Boski post. Boski!
    Przede wszystkim - zazdroszczę tych motyli. Znaczy zazdrościłabym jeszcze niedawno, bo ja to raczej jestem z tych, co przeżywają WIELKIE KRYZYSY WENY. Wena opuszcza mnie niezapowiedzianie, ale z hukiem!, pozostawiając samotną na pastwę losu. I wtedy nie piszę. Ogólnie pisanie nie jest raczej moim głównym zajęciem, a okazjonalnym (uświadomiłam to sobie dzisiaj, myjąc naczynia, i trochę zażałowałam) (wiem, że nie tak się buduje taki czasownik od "żałować", ale ja tak lubię). No więc zażałowałam. Gdyby tylko było więcej czasu... Uch. Tak czy siak.
    Zachwyt! Zachwyt! Zachwyt i wzruszenie! To najlepsze, co może być. Tak wspaniałym uczuciem jest móc zachwycić się najmniejszą z rzeczy. I mimo tego, że często czuję się wyprana z pomysłów (może też z takiego powodu, o jakim wyżej wspomina Pola, czyli ze względu na wysoki poziom samokrytyki), to kocham się tak zachwycać i w sumie robię to często. I się bardzo podniecam. Bardzo. Serio, ludzie potem patrzą na mnie dziwnie albo się ze mnie śmieją. :'D Ten komentarz jest niemożliwie chaotyczny, bo cały czas wspominam, że nie miałam swego czasu Weny zupełnie, a potem że kocham się zachwycać, i tak dalej - bo obecnie jest inaczej. Pomysłów mam nawet całkiem sporo (i też niedawno byłam w fazie wylewania się ich uszami - uczucie nie do zastąpienia!), natomiast czasu, jak zwykle, kurczę!, mało. I mało skupienia, bo robię po prostu masę rzeczy. Niech żyje czas!
    W każdym razie. Post przezacny. I jak kiedyś znajdę ten czas, a na powrót zgubię Wenę, pomysły, inspirację - to sobie przypomnę o tym zachwycie. I się zachwycę. I będzie dobrze.
    Głębokie ukłony! <3
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach Bukwo, takiego stylu jak ty to nie ma nikt! dziękuję bardzo i powodzenia w odnajdywaniu weny zawsze kiedy będzie potrzebna!

      Usuń
    2. O, o, i jeszcze jedną umiejętność warto posiadać (albo przynajmniej ja się cieszę, że ją mam) - dość związaną z zachwytem, ale jednak pewna różnica jest. Chodzi o wzruszenie. Ostatnio wzruszam się i wzruszam. I to jest fantastyczne uczucie, bo to są takie szczęśliwe wzruszenia (choć płaczę przy naprawdę dziwnych rzeczach, ale nie szkodzi). Tak tylko chciałam napisać. :D
      Ukłony,
      B.

      Usuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!