czwartek, 16 lutego 2017

muzyka, której słucham w czasie nauki

Odpowiednia melodia w słuchawkach, to zdecydowanie najważniejszy element jeśli chodzi o efektywność mojej nauki.



Jedną z najgłupszych rzeczy, które usłyszałam (mimo, że usłyszałam ją od bardzo mądrego człowieka) jest to, że podczas uczenia się nie powinno się słuchać muzyki. Jest to oczywista bzdura i to nie dlatego, że trzeba to robić, bo to także głupota. To przy czym nam się jest najłatwiej skupić to kwestia indywidualna, introwertykom odpowiada jak najmniej bodźców, ekstrawertycy tym czasem mogą lepiej skupić się w hałasie. A zostaje jeszcze cały przekrój ludzi gdzieś po środku! 

Innym mitem dotyczącym tematu jest, że muzyka do nauki owszem, ale tylko klasyczna i to najlepiej Mozart. Jak Mozarta bardzo lubię, kocham można by nawet rzec, tak nie mogę się z tym zgodzić. Przeczytałam nawet krótką notkę w jakimś czasopiśmie o tym, że "amerykańscy naukowcy udowodnili, że każda muzyka (łącznie z popem) pobudza nasze leniwe mózgi, ergo przy każdej uczyć się dobrze". Ach, ci amerykańscy naukowcy, zawsze dwa kroki przed nami!

Ja jako zwolenniczka traktowania każdego człowieka jako małego (tudzież dużego, nikogo po wymiarach oceniać nie będę) dzieła sztuki zawsze będę twierdziła, że tak jak to czy łatwiej nam jest się uczyć w ciszy czy przy muzyce, tak i wybór utworów to kwestia całkowicie indywidualna. 

Osobiście prawie nie potrafię uczyć się inaczej niż z słuchawkami na uszach. Dlatego postanowiłam, że podzielę się z wami tym czego słucham wciskając w siebie kolejne porcje wiedzy i dlaczego te same utwory nie pasują do matematyki i biologii. Po dłuższych namysłach doszłam do wniosku, że zrobię to na podstawie mojej składanki zawierającej utwory użyte w moich ulubionych programach łyżwiarzy figurowych, bo całkiem przypadkiem zawiera ona świetny przekrój wszystkich gatunków jakich słucham przy nauce. Ostatnia uwaga na początek: to nie są moje ulubione piosenki na świecie, a granica co i kiedy puszczam jest bardzo elastyczna.
Nie przedłużając, zapraszam!

Jestem niesamowicie wdzięczna Evgenii, bo gdyby nie jej aktualny Short Dance nigdy nie poznałabym Balmorhei (odmiany w języku polskim są trudne i nigdy nie jestem pewna czy robię je dobrze w przypadku takich nazw), a nie przesadzę jeśli napiszę, że obecnie jest to mój ulubiony zespół. Ich piosenek słucham przy przedmiotach, do których potrzebuję maksymalnego skupienia i wyciszenia, a więc zazwyczaj przy biologii. Chyba niczego nie polecam bardziej do nauki od tego zespołu. Serio.

No dobra, ta piosenka nie była tak naprawdę użyta w żadnym z moich ulubionych programów, ale została do jednego wstawiona przez jakiegoś niezwykle cudownego człowieka. Możecie wierzyć lub nie, ale zespołu wcześniej nie znałam, a teraz gra mi praktycznie przy każdym zadaniu z matematyki. Generalnie do liczenia potrzebuję czegoś żywego, obojętne czy to rock, pop czy disco (tylko nie polo). 

To jest piosenka, która oryginalnie była wykorzystana w programie Stephena Lambiela, pod który podstawiono Death Of A Bachelor. Jeśli chodzi o moją naukę to zaliczyłabym ten utwór do listy tych, których słucham bo mam z nimi dobre wspomnienia. A wykorzystuję je do wszystkich tych upierdliwych, szkolnych rzeczy, których zrobić bardzo nie chcę, a wymagają bardziej zaangażowania moich dłoni niż mózgu. Jakoś te dobre wspomnienia mi wtedy przechodzą na chwilę obecną i pozwalają chociaż na chwilę odciąć się od nieprzyjemnych zadań.

Ten utwór (oprócz tego, że jest użyty w moim najulubieńszym programie na świecie), opowiada historię, a to dlatego, że pochodzi z gry. Jaka gra jest, nie wiem, ale soundtrack ma cudny (a przynajmniej tę jego część). Do tego typu muzyki zaliczam też piosenki musicalowe, których słucham na potęgę. I tutaj mniej chodzi o przedmiot, czy typ zadania, a bardziej o moment. Kiedy chwilowo coś sprawia mi ogromną radość (czyt. mam lekką obsesję), to zazwyczaj nie mogę się tego pozbyć nawet na czas nauki. Co więcej nie skupię się jeśli w słuchawkach nie popłyną dźwięki melodii mających dla mnie znaczenie w tym momencie.

Utwór wykorzystany w aktualnym Free Skate Evgeni Tarasovej i Vladimira Morozova jest jedną z najbardziej optymistycznych i naładowanych energią rzeczy jakie słyszałam w ostatnim czasie (a przynajmniej te momenty instrumentalne). Zaliczam go do listy piosenek, które sprawiają, że czuję się trochę mniej jak ofiara losu, a bardziej jak sumienna i odpowiedzialna uczennica. Na tej liście z niewiadomych powodów jest też Oops! I did it again Britney Spears. I generalnie dużo na niej popu. Niczego się nie wstydzę! Do nauki chemii potrzebuję wytoczyć grube działa. Takie utwory nadają się idealnie do tej walki.

Nie tylko muzyki klasycznej podczas nauki słuchać można, ale to nie znaczy że słuchać się jej nie powinno w ogóle. Osobiście od dzieciństwa jestem wielką fanką Mozarta, Chopina zaczęłam doceniać dopiero niedawno... grając w Piano Tiles na telefonie. Ten rodzaj muzyki służy mi głównie przy nauce słówek, a jak służy! Spoiler: świetnie.

A wy? Uczycie się w ciszy, czy macie specjalne playlisty zagrzewające was do walki?

5 komentarzy:

  1. Czasem ciężko mi się skupić z muzyką, ale zwykle wolę, żeby grała gdzieś w tle. Nie potrafię uczyć się ze słuchawkami, dlatego zwykle puszczam sobie płyty. Głównie Fall Out Boy i Beyonce.
    Z muzyką klasyczną to faktycznie bzdura, bo potrafi uspokajać, ale znam sporo osób, które drażni. A to nie jest nastrój do nauki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam wręcz przeciwnie. Muszę mieć absolutną ciszę, inaczej nie mogę się skupić na nauce.
    Ale masz rację, każdy ma indywidualne podejście. Najważniejsze, aby je poznać. Też inaczej uczymy się definicji, inaczej języków, inaczej zadań itp.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czasem słucham muzyki podczas nauki i moja mamie zdarzyło się pytać, czy ja na pewno mogę się przy tym skupić? A cicho lecąca muzyka może nawet pomagać. Wprawdzie bywa, że wolę pracować w ciszy, gdy muszę się wyjątkowo skupić, ale dość często puszczam sobie jakąś płytę (lepiej płytę, niż YouTube, bo czasem kończę na oglądaniu teledysków i filmików ;)), od razu przyjemniej się uczy. Więc to zwyczajnie zależy, od materiału, trudności i moje nastroju.
    Muzyka klasyczna jest spoko, też ją lubię, nie jestem pasjonatką, jednak na przykład uwielbiam Cztery pory roku Vivaldiego; ale z doświadczenia wiem, że czasem zbyt spokojne dźwięki mogą zwyczajnie wywołać senność. Słucham spokojnej muzyki przy nauce, na przykład Lor (uwielbiam ten zespół !), ostatnio słuchałam jazzu, ale zbyt relaksujące utwory mogą być zgubne, gdy człowiek jest zmęczony. Raz włączyłam sobie jakieś dźwięki natury, bo ktoś mówił, że to dobre na skupienie. Byłam tak zmęczona, a ta muzyka tak relaksująca, że powieki zaczęły mi się kleić :D Więc to bzdura, że do uczenia się pasuje tylko jeden typy muzyki. Dla każdego co innego, po prostu.
    Wszystko jest kwestią indywidualną i najwazniejsze, co działa dla danego człowieka, dokładnie :)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz literówki, nie ogarniam klawiatury dotykowej :D

      Usuń
  4. Ja to raczej uczę się "na cicho", muzyki słucham głównie, kiedy sprzątam :D Czasem do robienia zadanek z matmy puszczam sobie dwie znalezione na bezkresnym jutubie playlisty - z "epicką" muzyką z anime i smutną muzyką z anime (ciekawostka: nie oglądam anime :'D Ale muzyka jest naprawdę dobra!). A "The Winter" to super utwór, rzeczywiście <3
    Chylę czoła!
    B.

    OdpowiedzUsuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!