wtorek, 10 stycznia 2017

Nauczanie indywidualne vs nauczanie domowe

Robię to co chcę. Odliczając 16 godzin tygodniowo, które ciągle muszę spędzać w liceum.


Wiecie kiedy dowiedziałam się, że istnieje jakaś inna opcja poza normalnym chodzeniem do szkoły? W te wakacje. Czyli w moje ostanie szkolne wakacje. A do szkoły od pewnego czasu bardzo chodzić nie lubiłam.


Powszechnie wiadomo, że polski system szkolnictwa znikomy nacisk kładzie na jednostkę jaką jest uczeń, przez co jedni w licznych klasach mogą odnajdować się lepiej, inni gorzej. Jeśli ktoś jednak ma trudności z nauką w takiej grupie, to ma możliwość zmiany. I nie chodzi mi tutaj o aspołeczne ameby nie mające OCHOTY się socjalizować, tylko o tych którzy z pewnych powodów mogą chcieć spędzać mniej czasu w szkolnych ławkach. Uwierzcie mi, to naprawdę nie ma nic wspólnego z brakiem znajomych, szkoła to tylko jedno konkretne środowisko, w którym możemy zawiązywać przyjaźni (a te które już tam zawiązaliśmy, możemy spokojnie kontynuować po przejściu na naukę domową). Oprócz niej możliwości na poznawanie ludzi dzielących nasze zainteresowania jest masa! 

Okej, to omówiliśmy sobie największy zarzut, jaki stawiają nauczaniu indywidualnemu, czy też domowemu osoby postronne. Teraz możemy przejść do krótkiej charakterystyki obu sposobów nauczania. Co je łączy? Co je dzieli? Co wybrać? I czy w ogóle wziąć cokolwiek pod uwagę?

Nauczanie indywidualne

Aktualnie ja jestem nauczana w ten sposób. Sprowadza się do tego, że mam po dwie godziny każdego przedmiotu (oprócz HiSu i drugiego języka, z nich mam jedną godzinę), oczywiście sam na sam z nauczycielem, a do tego WF normalnie z klasą. Na początku czułam się z tym strasznie niezręcznie, ale można się przyzwyczaić. Myślę, że raczej zawiodę was teraz, ale prawda jest taka, że o nauczaniu indywidualnym mogłabym powiedzieć bardzo dużo, jeśli skupiałabym się na każdej wadzie (te też istnieją) jak i zalecie, albo mogę tylko szybko wyjaśnić o co chodzi i zmykać, bo w sumie nie bardzo jest cokolwiek więcej do powiedzenia. 
Z najczęściej zadawanych pytań, to tak, też jestem odpytywana, piszę kartkówki i sprawdziany. Z tym, że oczywiście to, że jestem sama zmusza do bycia względnie przygotowaną na każdą lekcje. Niemniej kiedy przypadkiem przygotowana nie jestem (bo dzień wcześniej byłam na zakupach studniówkowych - sytuacja z dzisiaj), to zazwyczaj wystarczy, że wyjaśnię powód nauczycielowi i raczej nie ponoszę żadnych konsekwencji, bo chodzi o to, żebym nauczyła się danego tematu, a nie dostawała złe oceny. A zresztą ktoś musiałby być zupełnie bez serca, żeby nie zrozumieć powagi zakupu odpowiednich butów na studniówkę.

Sposób załatwiania: W przypadku nauczania indywidualnego trzeba trochę więcej papierków niż przy nauczaniu domowym. Potrzebna jest zgoda rodziców, opinia ze szkoły, od psychologa i od lekarza (obojętne jakiego, chodzi o to, żeby udowodnił, że nauczanie indywidualne będzie w waszym wypadku lepszym pomysłem, słyszałam historię, gdzie chłopak dostał opinię od lekarza rodzinnego, bo często się przeziębia, zadziałało). Za pewne później procesy przebiegają różnie, zależnie od miasta, szkoły itd., najlepiej spytać u siebie w sekretariacie. 


Nauczanie domowe

Najpierw planowałam ten rodzaj uczenia się, dlatego zdążyłam się dużo na ten temat dowiedzieć ;). W przypadku nauczania domowego w szkole musimy się pojawić tylko na egzaminy z poszczególnych przedmiotów (terminy ustala się bezpośrednio z nauczycielami), no i na egzaminy kończące edukacje na poszczególnych etapach (czyli np. matury). Dużym utrudnieniem jest fakt, że nie każda szkoła posiada taką opcję, co więcej, takich placówek w skali kraju jest niewiele (z tego, co teraz czytam w internecie przejście na edukacje domową jest możliwe w szkołach prywatnych - taki sposób nauczania jest jednak darmowy! - jednak nie wiem czy we wszystkich, bo mi proponowano szkołę 50 kilometrów od Krakowa). Bardzo podoba mi się elastyczność tego typu edukacji, i szczerze mówiąc ze względu na nią czasem żałuję, że nie zdecydowałam się na tę opcję. Będąc na homeschoolingu możemy równie dobrze uczyć się w domu, w bibliotece czy na łonie natury wiele kilometrów od miejsca zamieszkania. Możemy sami dobrać tempo przyswajania materiału i kolejność nauki, oraz to czemu chcemy poświęcić więcej czasu. No i czasem kiedy chce się po prostu rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady - droga wolna.

Sposób załatwiania: Banalnie prosty, wystarczy prośba rodziców skierowana do szkoły (w internecie są gotowe wzory do wydrukowania) oraz opinia z poradni psychologicznej, że jesteśmy w stanie uczyć się w ten sposób. Ja poszłam do psychologa jeszcze prosząc o taki typ opinii, więc z doświadczenia mogę opowiedzieć, że obejmowało to głównie test na inteligencje, ale były też takie z dziwnymi pytaniami o sny i stolec.

A na koniec...

Napisałam ten post trochę z własnej woli, ale jednak popchnięta przez prośbę o niego. Dlatego jeśli macie jeszcze jakieś zachcianki, to chętnie o nich usłyszę w komentarzach. Mam zamiar przybliżyć indywidualne lepiej którymś z kolei wpisem, chętnie stworzyłabym też tekst o homeschoolingu, ale do tego potrzebowałabym pytań, które mogłabym podać dalej osobom, które na uczą się w taki sposób, więc jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć, to dajcie znać!

A wy? Czego ciekawego nauczyliście się dzisiaj w szkole? 

4 komentarze:

  1. Raczej nigdy nie zdecydowałabym się na nauczanie domowe (moja szkoła jest zbyt śmieszkowa, aby tak po prostu do niej częściowo nie chodzić :P.
    Odnośnie kładzenia nacisku na indywidualizm względem ucznia to jeszcze długo się nic nie zmieni. Nie mamy pieniędzy na organizowanie mniej liczebnych klas, wraz z reformą nauczyciele będą mieć jeszcze bardziej związane ręce w kwestii przekazywania wiedzy, a mentalność społeczeństwa też nie jest na jakiejś wybitnej drodze.
    Pozdrawiam
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie, moim skromnym zdaniem, szkolnictwo powinno być jedną z priorytetowych rzeczy w które inwestuje się budżet, także tego. Boli mnie też obraz nauczycieli w społeczeństwie, bo na pewno nie zachęca młodych kreatywnych ludzi do zastanawiania się nad taką karierą (np. w Finlandii nauczyciel to jeden z bardziej poważanych zawodów, z najwyższymi zarobkami, a oprócz studiów z danego przedmiotu trzeba też skończyć te pedagogiczne). Ale to kwestie już na inne rozważania ;)
      A co do zdecydowania się na nauczanie domowe czy indywidualne, to oczywiście zależy to od osoby i sytuacji :D Mimo, że moją klasę lubię, to nie jestem na tyle sentymentalna, żeby męczyć się z nimi 8 godzin dziennie, wystarczy mi jak widuje ich trochę rzadziej ;)

      Usuń
  2. O, to naprawdę ciekawe. Fajnie, że napisałaś tego posta, myślę, że wiele rzeczy wyjaśnia i obala pewne stereotypy :) I pokazuje, co trzeba zrobić, żeby przejść na taki system nauczania.
    Rzeczywiście, w szkole często nie ma indywidualnego podejścia do ucznia. Absurdy systemu, nastawienie wielu nauczycieli... niestety. Ja akurat chodzę do takiej szkoły, że mam fajnych nauczycieli, wielu z nich ma indywidualne podejście. Chociażby matematyczka. Będzie siedziała z tobą tak długo, aż zrozumiesz i naprawdę jej zależy. To jest super. Wszystko tak naprawdę zależy od nauczyciela. No, może nie wszystko. Ale bardzo dużo. W każdym razie, moja szkoła jest pod tym względem naprawdę spoko i doceniam to, bo słyszałam historie, które mrożą krew w żyłach, że można tak w ogóle postępować z uczniem.
    Sama chyba nie zdecydowałabym się na nauczanie domowe, jest mi dobrze tu, gdzie jestem :)
    Mam taki zeszyt! :D Od angielskiego.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to zazdroszczę nauczycieli! U mnie są lepsi i gorsi, ale jednak ciężko o indywidualne podejście w 38 osobowej klasie :/
      Zeszyty z Biedronki są najlepsze, w tym się zakochałam!

      Usuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!