poniedziałek, 26 grudnia 2016

Yuri!!! on Ice

Miałam ogromne szczęście, że pierwszym anime jakie w życiu obejrzałam było Yuri!!! on Ice.



Yuri!!! on Ice to anime opowiadające o japońskim łyżwiarzu figurowym Yurim, który na finale Grand Prix (najważniejszych zawodach w łyżwiarskim świecie) nie radzi sobie z presją i własnymi lękami przez co przegrywa z innymi zawodnikami ogromną liczbą punktów. Zrezygnowany wraca do rodzinnego Hasetsu, gotowy zakończyć karierę, bo jak wiadomo sportowcy starzeją się szybciej niż normalni ludzie, a on ma już 23 lata i żadnych sukcesów. Znaczy się, dostanie się do grona sześciu najlepszych zawodników na  świecie jest sukcesem, ale zaniżona samoocena Yuriego nie pozwala mu sobie tego uświadomić. Jednak chcąc odkryć na nowo pasję do łyżwiarstwa nasz bohater wykonuje perfekcyjnie program swojego największego idola Viktora Nikiforova, rosyjskiej legendy łyżwiarstwa i pięciokrotnego zdobywcy pierwszego miejsca na Grand Prix, a wideo z jego występu trafia za sprawą niesfornych córeczek jego przyjaciółki Yuko (mających imiona od nazw skoków w łyżwiarstwie) do sieci, gdzie znajduje je sam Viktor. I ten oto gwiazdor porzuca karierę i wyrusza w kilkunastą godzinną podróż do Japonii, by w dosyć zabawny sposób poinformować Yuriego, że od teraz zostanie jego trenerem i pomoże mu zwyciężyć w przyszłorocznych zawodach...


Brzmi naiwnie uroczo? Później jest coraz lepiej! Nie będę wam streszczać całej fabuły, bo ja wszystko potrafiłabym przedstawić w najnudniejszy sposób na świecie. Zamiast tego, mając nadzieję, że nie zasnęliście czytając pierwszy akapit przejdę do tego, co ujęło mnie w tym niezwykłym anime (i jedynym jakie w życiu obejrzałam). 


Czytając moje streszczenie fabuły może się wydawać, że jedynymi bohaterami Yuri!!! on ice są Victor i Yuri. Nic bardziej mylnego, ogromną zaletą anime są rozbudowane postaci drugoplanowe. Każdy ma swoją własną historię i ostatecznie okazuje się, że nikt nie jest tłem opowieści, tylko jej dopełnieniem. Większość innych łyżwiarzy figurowych jest absolutnie do pokochania, inni są co najmniej interesujący. Nie chcę zarzucić was listą imion, które nie będą wam teraz nic mówić, mimo że bardzo chciałabym napisać co wspaniałe jest w każdej z tych poszczególnych postaci. Podoba mi się też to, że w czasie finału Grand Prix mieliśmy krótkie przebitki na łyżwiarzy, którzy się tam nie zakwalifikowali i mogliśmy zobaczyć, co oni robią w tym czasie (oczywiście, że większość oglądała).

Drugą zaletą anime są występy na lodzie. To, że udało im się każdy z nich zaanimować w tak interesujący i nacechowany emocjonalnie sposób oraz to, że każdy program niesie ze sobą osobną historię to jeszcze nic! To, że poszczególne programy pojawiają się w czasie trwania serialu nawet kilka razy (short program Yuriego jest w serialu pokazany 6 razy jeśli dobrze liczę) i za każdym razem są zachwycające... Czapki z głów dla twórców! Jeśli chcecie zakochać się w łyżwiarstwie figurowym, to najprostszą drogą jest obejrzenie Yuri!!! on Ice. Wiem to z doświadczenia.

Kolejną rzeczą, o której wspomnę, są relacje między bohaterami. Nie tylko ta między Yurim i Viktorem, która staje się idealnym przykładem na to, jak powinien wyglądać dojrzały, zdrowy związek, ale też te między innymi zawodnikami, czy łyżwiarzami a ich trenerami, a także relacje w poszczególnych rodzinach. No dobra, nie wszystkie rodzinne relacje są warte naśladowania (na ciebie patrzę Mickey!). Niemniej w historii zawarte jest tyle różnych rodzajów miłości, że każdy odnajdzie coś co przemówi do jego serduszka!

Chociaż twórcy serii zdają się spełniać każde życzenie fanów, to robią to w taki sposób, że każdy odcinek jest nieprzewidywalny. Bardzo ciężko było mi wytrzymać ten cały tydzień, by dostać kolejne trzymające w napięciu 20 min i jeszcze więcej pytań. Cieszcie się, że całe 12 odcinków już wyszło, jeśli zdecydujecie się obejrzeć serial nie będziecie musieli przeżywać tej męki, co ja. No chyba, że wyjdzie w końcu drugi sezon, wtedy z przyjemnością pomęczę się razem z wami.

Wiecie co jest dla mnie wyznacznikiem tego, czy dany wytwór (pop)kultury znalazł sobie specjalne miejsce w moim serduszku? To czy inspiruje mnie do tworzenia. Dzięki Yuri!!! on Ice pierwszy raz od bardzo dawna bez przymusu sięgnęłam po ołówek. Poza tym, mimo że zawsze kochałam łyżwy, to dopiero to anime zachęciło mnie do ruszenia pupy i pójścia na lodowisko. Pierwszy raz od jakichś trzech lat. Także tego.

Nie wiem jak inaczej zachęcić was do obejrzenia. Tym, że to taka gorąca czekolada w formie kreskówki? Że to jedna z najcieplejszych rzeczy jakie obejrzałam? Że środowisko łyżwiarzy figurowych z kreskówki jest cudowne? Że animacja jest śliczna? Bo wszystkie to elementy to część Yuri!!! on Ice.

Ja się zakochałam.

PS: Miałam napisać jeden post związany z łyżwami. Będą trzy.

PS2: Siostra mnie upomniała, że nie wspomniałam jak piękny jest Victor, więc wspominam tutaj: Victor jest PRZEPIĘKNY.

PS3: Widziałam wcześniej post o tym anime na blogu Kocie Wąsy, bardzo starałam się nie potarzać, ale zajrzyjcie też tam, bo Agatka była pierwsza. Napisała też u siebie, że czołówka jest śliczna, a to bardzo trafne spostrzeżenie, bo jest.

12 komentarzy:

  1. Ach, nazwałaś anime kreskówką! Jesteś odważna, szanuję to!
    Waham się cały czas, czy to oglądać, bo mam kilometrową listę kreskówek do nadrobienia i miałam kończyć z anime w formie serialowej. Ale skoro to tylko dwanaście odcinków, to chyba dodam do tej listy... Chociaż wobec animców mam ogromne wymagania, dużo wyższe niż wobec normalnej kreskówki.
    Może na ferie, akurat się klimat wpasuje.
    Ale najpierw Jem, bo czeka na mnie już od pół roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedz xd (wiem, jestem królem sucharów)
      No rysunkowy serial to kreskówka, tak? Xd
      YOI to nie jest jakieś tam anime-to styl życia! Haha, a tak serio to ja byłam wcześniej uprzedzona do anime jako do gatunku, a w tym się zakochałam! Dodaj do listy na pierwszym miejscu, nie pożałujesz!

      Usuń
    2. Poczekaj, aż cię jakiś tru otaku dopadnie, to się dowiesz, że anime to nie kreskówka dla dzieci, tylko forma sztuki adresowana dla dojrzałych odbiorców (ecchi-komedyjki i sportówki napakowane fanserwisem szczególnie <3 - dygresja ode mnie) i co ty tam wiesz, a w ogóle to najlepiej się zamknij i nie pisz o M&A jak się nie znasz!
      Wiem, co mówię, mnie zjechano za to, że śmiałam zrecenzować anime na blogu o nazwie "kraina bajek", a to nie bajka dla dzieci, to poważne anime!. I to tak całkiem porządnie, dowiedziałam się np. że "pieprzę głupoty", bo nie polubiłam bohaterki XD.
      Nie jestem uprzedzona do anime, byłam kiedyś otaku (czarne lata mojego życia), a moją najulubieńszą kreskówką ever jest i zawsze będzie Król szamanów. Po prostu trochę mi się zmieniły upodobania :).
      Jak chcesz się wkręcić w dobre animce, to musisz zacząć od Madoki! Tylko nic o tym nie czytaj, bo najgorsze, co można zrobić z Madoką, to ją sobie zapoilerować.

      Usuń
    3. No wiem, że uwielbiasz Króla Szamanów (#stalker)!
      Nie zamierzam się wkręcać w anime, trudno pozbywam się uprzedzeń niestety (#panDarcy). A tak serio to kocham YOI, ale wszyscy na tumblrze piszą, że to takie niezwykłe i inne niż wszystkie, więc nie wiem :/ Ale tytuł zapiszę, może kiedyś!
      O jak ja nie lubię tru czegokolwiek! Dalej będę pisać, że anime jest kreskówką, bo w moim rozumieniu świata jest, z góry przepraszam (#rebelia).

      Usuń
    4. Hm, myślę, że uprzedzenia wobec anime są dość niesprawiedliwe, bo tak samo łatwo wpaść na coś słabego i schematycznego, jak wśród filmów, seriali i niejapońskich kreskówek czy książek. Po prostu anime ma łatkę, a jest kilka, które naprawdę warto znać, nie dlatego że to anime, ale dlatego że to kawał dobrej rozrywki, wcale niepustej czy głupkowatej. Madoka (to jest Mahou Shoujo Madoka Magica czy też Puella Magi Madoka Magica) to moja faworytka, ponieważ jawnie łamie konwencję magicznych dziewczynek i nie potrzebowała fanserwisu, żeby zawojować świat. Osobiście poleciłabym Madokę do obejrzenia każdemu, niezależnie od tego czy byłaby anime czy serialem aktorskim czy czymtamjeszcze.
      Ludzie zazwyczaj polecają Death Note, bo czasem aż wstyd nie znać :P. Ale jak nie zamierzasz się wkręcać, to tylko Madoka, bo warto i to kompletnie w oderwaniu od przekonań wobec M&A. Tylko trzeba dać jej szansę się rozkręcić, bo o to w niej chodzi, że zaczyna się troszkę mizernie. Zakończenie miażdży.
      Serio, to jedyne anime, które z czystym sercem poleciłabym każdemu, nawet Death Note nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia. A przecież sobie Madokę zaspoilerowałam, a Death Note nie.

      Hmm, chyba czas na rewatch :v.

      Też tak uważam :v. Kiedyś w ogóle słyszałam pogląd, że wszystko, co animowane, to anime, bo to skrót od "animated" i nie ma związku z Japonią <3. Ta sama osoba uparcie poprawiała każde moje użycie "bajka" jako "film animowany". Ech.

      Usuń
    5. W moim przypadku uprzedzenia do anime wynikają z nastawienia większości fanów, które zaobserwowałam do tej pory, ale nie jestem typem osoby, który żyje z uprzedzeniami całe życie (#panDaryupgraded). No i doskonale rozumiem jak bardzo różnorodne może być, więc kto wie? Osobiście zawsze przeszkadzał mi ten specyficzny rodzaj animacji, ale teraz też widzę, że to jest zmienna kwestia. W sensie są różnice w tym wymiarze ;)
      Death Note poznałam jako mangę, przeczytałam chyba ze dwie części, ale potem pozwoliłam sobie zaspoilerować co wydarzyło się w 7. i z tą świadomością nie mogłam już czytać dalej :/
      Madokę postaram się obejrzeć w takim razie!
      Haha, jak ja kocham ludzi <3

      Usuń
    6. EDIT: wygooglował Madokę, chociaż ufam twojej opinii jak mało komu, to na razie pasuje, bo animacja mnie troszeczkę odstrasza :( Chociaż wierzę, że to dobry wytwór kultury, to jestem beznadziejna pod względem poczucia estetyki za co bardzo przepraszam!

      Usuń
    7. Oczy w Madoce są koszmarne na pewno, nie mogłam na nie patrzeć XD. Ale poza tym jakoś strasznie mnie nie odstraszała, ale fakt, wtedy nie miałam zbyt wielkiego wyczucia jeśli chodzi o animację i ogólną estetykę postaci i obejrzałam cały sezon Vampire Knight bez bólu zębów, co dzisiaj by się pewnie nie powtórzyło (fabularnie też mnie nie bolało, to dopiero zaskakujące XD). Za to bardzo podobała mi się w Madoce animacja innego wymiaru, zachwyciła mnie po prostu <3.
      A jeśli masz na myśli stylistykę, to jest bardzo zmienna, nie ufaj jej :P.
      W każdym razie no nic! Może kiedyś ci się przypomni i jednak dasz jej szansę!

      Usuń
  2. Moje doświadczenia z anime ograniczają się do obejrzenia jednego sezonu ,,Akatsuki no Yona", kilku odcinków ,,Akagami no Shirayuki-hime", kilku odcinków jakiegoś animce o yokai (tytułu nie pamiętam), prawie całego sezonu ,,Haikyuu!!" (gdy trzeci odcinek rozgrywali jeden mecz, mimo wszystko wymiękłam, ale anime całkiem fajne) i całkiem sporej ilości pierwszych odcinków. Uf, jednak coś tam było. Ale tylko jedno obejrzałam w całości :D W sumie nie wiem czemu, tak wyszło. Chroniczny brak czasu i co do niektórych po prostu brak zainteresowania. Serial musi mnie pochłonąć, żebym go ciągnęła. Tym bardziej, że ostatnio ledwo mam czas na czytanie i pisanie. Ale sporo anime serio mnie zainteresowało i w ogóle wielkie plany były, że w końcu obejrzę, a tu co? Marność nad marnościami i wszystko marność!
    No i jeszcze obejrzałam dwa filmy ze studia Ghibi, to przecież też anime, nie mogę się skupiać tylko na serialach! ,,Grobowiec świetlików" (♥) i ,,Ruchomy zamek Hauru". Oba super, serio. Polecam bardzo. Ale ten pierwszy ma serduszko, bo wycisnął ze mnie łzy i wyłam przez dobre kilka minut, a to mi się rzadko zdarza przy filmach, oj, bardzo rzadko!
    Ale wybacz ten wywód na temat mojego doświadczenia (coś tam było w sumie, jak się okazuje :D) z japońską animacją, przecież pewnie Cię to nie interesuje. Już się poprawiam!
    O, już słyszałam o tym Yuri i chyba serio to obejrzę, bo brzmi świetnie i zewsząd spływają same zachwyty. Więc chętnie obczaję! Tym bardziej, że mam potrzebę uroczych rzeczy, takich gorących czekolad w formie artystycznej. Lubię się rozklejać i wydawać z siebie tkliwe ,,ooo", a rzadko się zdarza w sumie. Więc Yuri ląduje na mojej liście ,,do obejrzenia":D
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Haikyuu!!" to podobno najlepsze sportowe anime (oprócz YOI oczywiście), a przynajmniej Viria je uwielbia, a Viria jest super!
      Studia Ghibi obejrzałam tylko jeden film, ale mam zamiar nadrobić te zaległości, bo słyszałam same pochwały do tej pory!
      Oczywiście, że mnie interesuje!
      A przy oglądaniu Yuriego, wydawanie tkliwego "ooo" staje się codziennością!
      Pozdrawiam równie cieplusio!

      Usuń
  3. Miałam całkiem sporo podejść do anime. Większości tytułów nie pamiętam (na pewno widziałam pierwszy odcinek Fairy Tale, trochę Toradory - nie mam pojęcia jak to się pisze, trochę takiego dziwnego o szkole muzycznej i jakiejś babce z magicznymi skrzypcami, trochę takiego o podrabianym młodym Sherlocku Holmesie...). Nie wiem, czy się skuszę na Yuriego. Z jednej strony brzmi zachęcająco, bo czy może być coś lepszego niż wielowątkowość i dobrze zbudowane postaci? No i łyżwiarstwo. Jeśli animowane wygląda tak samo dobrze jak na żywo, to... ach, tylko wzdychać z rozkoszą (i zazdrością, bo sama prędzej zjem swego buta niż się odważę zrobić głupią przeplatankę). Ale z drugiej strony mam tak mnóstwo, mnóstwo rzeczy do obejrzenia, wliczając w to również kreskówki (ale takie zupełnie kreskówkowe, a nie anim...owe), że zanim Yuri się dopcha do pierwszych rzędów... strach pomyśleć :D Ale będę go miała na uwadze, jeśli jeszcze kiedyś skieruję ją w stronę szanownych japońskich produkcji.
    Proszę przyjąć wyrazy umiłowania,
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że w końcu się dopcha, bo to kawał świetnej rozrywki!
      Ściskam mocno!

      Usuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!