czwartek, 29 grudnia 2016

Serial młodzieżowy x3

Czy trzy trafiające do serduszka seriale w ciągu roku to dobry wynik? Według mnie bardzo.



Korzystając z tego, że to ostatni rok, w którym prawnie byłam młodzieżą (teraz jestem dorosła, nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym wyjechać do Ameryki i musieć tam kupować alkohol na fałszywy dowód osobisty (dla samej przyjemności używania fałszywego dowodu)), obejrzałam aż trzy seriale o nastolatkach i dla nastolatków stworzone. No dobra, za rok też pewnie będę takie oglądać. I za dwa lata też. Generalnie nie wierzcie jeśli ktoś wam powie, że jesteście na coś za starzy. To na pewno przebrzydły kłamca.

W tym poście nie piszę o tych trzech serialach, bo je obejrzałam i w sumie były spoko. Piszę o nich dla tego, poruszyły jakąś szczególną strunę w mojej duszy i z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnych odcinków. 

1.Bright Summer Night


Ten serial internetowy to adaptacja Snu nocy letniej Williama Shakespeara stworzona przez niesamowitą ekipę The Candle Wasters. To jedyna produkcja z tej listy, na którą dosyć długo wyczekiwałam. Wcześniej w dosłownie kilka dni obejrzałam wcześniejsze dzieła czwórki młodych dziewczyn z Nowej Zelandii (The Candle Wasters właśnie) i chociaż adaptacje Wiele hałasu o nic i Straconych Zachodów Miłości w formie vlogseries zupełnie skradłhy moje serce, to muszę przyznać, że bardzo ekscytowało mnie to, że kolejny serial twórczyń miał być tak zupełnie innym. I muszę przyznać, że po sześciu miesiącach wyczekiwania mogę szczerze powiedzieć, że ani trochę się nie zawiodłam.

Bright Summer Night to produkcja licząca dziesięć kilkuminutowych odcinków. Każdy z nich oprócz finału skupia się na innym bohaterze - a ci są naprawdę oryginalni. Bardzo podoba mi się ta ogromna różnorodność charakterów i zachowań*. Każda z postaci to rozbudowana i wyrazista indywidualność, a jednocześnie bliżej im do prawdziwych nastolatków, niż telewizyjnym bohaterom. Mimo, że od ich rzeczywistości dzieli mnie bardzo dużo, to było dużo sytuacji, z którymi mogłam się utożsamiać. Chociaż na żadnej imprezie, na której byłam do tej pory nie grali tak dobrej muzyki. 

Jeśli już przy muzyce jesteśmy, to podoba mi się to, że The Candle Wasters wykorzystały utwory niszowych artystów z rodzimej Nowej Zelandii. Kilka z nich do teraz jest na mojej playliście, a inaczej nawet nie dowiedziałabym się o ich istnieniu. Dodatkowym plusem produkcji jest strona wizualna, która jest absolutnie zachwycająca. Nawet nie wiecie jak chciałabym się znaleźć na takiej domówce (odliczając tylko narkotyki i nastoletnie dramaty)! Chociaż dużo z klimatu robiły pewnie także niesamowite zdjęcia. Duże brawa dla kamerzystów i montażystów, bo efekt jest nieziemski.

Podsumowując: błyskotliwy scenariusz, świetna gra aktorska i niesamowita strona wizualna, a na dodatek nowozelandzka muzyka alternatywna.
Moja ocena: 10/10

2.Class


To spin-off serialu Doctor Who (o którym pisałam tutaj) opowiadający o grupie nastolatków, którzy zostają wciągnięci w ratowanie świata. Przyznaję, zaczęłam oglądać, bo bardzo bawił mnie bohater o imieniu Matteusz. Tak, dobrze się domyśliliście, Matteusz jest polskim imigrantem. Skąd natomiast to drugie 't' w jego imieniu? Tego nie wie nikt.

Przyznam szczerze, że w sumie tylko o tej postaci mogłabym napisać, bo fascynuje mnie to jak podczas oglądania pierwszego odcinka tylko narzekałam na niepoprawnie napisane imię, akcent, który nigdy nie leżał obok polskiego i stereotypową polską rodzinę, a po finale sezonu jedyne czym się mogłam zachwycać to tą 'polską żyrafą'. 

No dobra, dobra, ale jak na tym tle wypadają inne postaci? To tylko moja subiektywna opinia, ale jak w pierwszym odcinku uwielbiałam wszystkich oprócz Matteusza, tak w ostatnim tylko jego chociażby polubiłam. Niemniej w pierwszym odcinku musieli się dać za coś lubić i to coś nie odeszło tak o zaraz później.

Jeśli chodzi o design kosmitów to... jest okropny. A przynajmniej jeśli chodzi o głównych wrogów, przewijających się przez cały sezon. Serial nakręcony jest ślicznie, ale nic dziwnego - to w końcu BBC. 

Co zatem urzekło mnie w nim na tyle żeby tutaj o nim napisać (bo na razie możecie odnieść wrażenie, ze niemalże nic mi się w nim nie spodobało)? To po prostu bardzo dobra rozrywka. Odcinki były napakowane emocjonującymi scenami, co odczytuję jako duży plus. No i to młodzieżowy spin-off Doctora Who. Czy to nie wystarczający powód, żeby polubić ten serial?

Podsumowując: polska żyrafa, humor, kosmici, przygoda i trudne wybory.
Moja ocena: 6/10 (nie czułam nawet potrzeby obejrzenia wszystkich odcinków, ominęłam trzy ze środka, ale musiałam napisać o Matteuszu).

3. SKAM


Zaczęłam oglądać norweski serial. Co więcej - zakochałam się w norweskim serialu. Nie obejrzałam jeszcze co prawda drugiego sezonu. Nie dlatego, że nie mam ochoty. Wręcz przeciwnie, po prostu hamuję się wiem, bo wiem, że jak już zacznę to nie przestanę aż nie dojdę do końca. Tak miałam w przypadku pierwszego i trzeciego.

Uznacie, że jestem nienormalna, ale nie mogę nie zacząć od strony wizualnej, która jest cudowna! Uwielbiam norweskie poczucie estetyki i styl ubierania się tamtejszych nastolatków. Podoba mi się, że to rzeczywiście jest obraz współczesnych nastolatków, a przynajmniej konkretnych ich przedstawicieli. Muzyka dobrana do soundtracku jest rzeczywiście na topie, a nawiązania do popkultury są bardzo aktualne.

Podoba mi się też przekrój postaci i poruszane tematy. Pamiętam jak kiedyś czytałam, że Glee w założeniu miało być serialem, który w przystępny sposób opowiada o powszechnych, ale poważnych problemach współczesnej młodzieży. Według mnie tę funkcję Skam spełnia znacznie lepiej. Nie chcę spoilerować, ale powiem wam w sekrecie, że mam swoją absolutnie ukochaną scenę, w której Sana (muzułmanka) w kilku słowach tłumaczy Isakowi z czego bierze się nienawiść. Kiedy ona to mówi, wydaje się aż niesamowite, że tyle ludzi nie potrafi tego zrozumieć. 

Bardzo trudno powiedzieć mi coś więcej o serialu nie zdradzając fabuły, więc napiszę tylko, że uwielbiam to w jaki sposób w Skam przedstawiona jest przyjaźń. Tutaj znowu mogłabym napisać co na ten temat uważa Sana (tak, to moja ulubiona bohaterka, zaraz obok mojego ulubionego bohatera vel przyjaciela idealnego Jonasa), jednak znowu - nie zamierzam spoilerować - więc napiszę tylko, że takie wzorce relacji powinno pokazywać się w telewizji. Przyjaźń, zarówno między dziewczynami w sezonie pierwszym, jak i chłopakami w sezonie trzecim, zbudowana jest na zaufaniu, wzajemnym szacunku i wsparciu dla siebie nawzajem. 

Podsumowując: cudowne stylówki, dobra muzyka, świetni bohaterowie, których łączy zdrowa przyjaźń i wiarygodne przedstawienie nastolatków.
Moja ocena: 10/10


A wy co ciekawego obejrzeliście w 2016?

*początkowo dosyć myląca może być płeć pewnych bohaterów - generalnie przed oglądaniem zalecam przeczytanie materiałów dodatkowych opisujących każdego z nich. Zresztą widać, że twórcy naprawdę starli się o jak największą reprezentacje. Można się kłócić, czy takie założenie było dobre czy złe, ja osobiście mogę za to potwierdzić, że efekt jest nieziemski.

4 komentarze:

  1. Serial inspirowany Snem nocy letniej? To jedno zdanie od razu przykuwa moją uwagę. Nie słyszałam o nich wcześniej, ale na pewno się z nim zapoznam! Skam to moje odkrycie tego roku, kocham ten serial, naprawdę. Nie jest moim serialem numer jeden tego roku (chyba jest nim Black Sails), ale trzyma się w top pięć. Drugi sezon jest najlepszy, trzecim byłam po nim lekko zawiedziona.
    Jakieś plany serialowe na przyszły rok? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to, trzeci sezon jest taki cudowny!!! SPOILER: bardzo podobami się wątek choroby dwubiegunowej Evena, uważam że zaburzenia psychiczne są ciągle zbyt dużym tematem tabu i potem nastolatkowie reagują jak Isak ("Przecież twoja mama nie jest szalona".) eh.
      Black Sails to to o piratach? Hm, ja generalnie mam dziwny gust serialowy. W przyszłym roku na pewno zobaczę nowy sezon Sherlocka i to w sumie jednyny pewny i normalny plan.
      Oprócz tego chcę w końcu dokończyć pewną web series na podstawie komedii Oskara Wilde'a. A tak to zobaczę, w tym roku całkiem przypadkiem zakochałam się w Skam, może w przyszłym roku też mnke tak coś miło zaskoczy. A, no i obejrzę drugi sezon, chociaż trochę odstrasza mnie to że brzmi tak cliche, ale ufam tobie i scenarzystce!
      A z ciekawości, co nie podobało Ci się w trzecim sezonie? Bo ja może byłam zbyt zakochana w Jonasie, Isaku i reszcie żeby zauważyć jakieśgrubsze wady :/

      Usuń
    2. Paczka Isaka jest troszeczkę nijaka, tak samo jak jego gra aktorska. Aktor jest jeszcze młody i ma sympatyczną postać, ale to jeszcze nie był moim zdaniem czas, żeby brać go na pulpit. Miał zawsze taki sam wyraz twarzy. Poza tym przykro mi, że temat kose grupy gdzieś zaginął. Naprawdę podobały mi się tylko dwa ostatnie odcinki.

      Usuń
    3. Co do paczki Isaka trochę się zgadzam, a trochę nie. Tj. nie podoba mi się, że Magnus i Mahdi pojawili się tak trochę z niczego (no chyba, że są w 2. sezonie), no i postać Mahdiego jest potraktowana strasznie bo macoszemu, w zasadzie niewiele się o nim dowiadujemy. Niemniej nawet jeśli paczka jest zrobiona trochę "na siłę" (w sensie mam wrażenie, że napisano to dwie postaci tylko po to, żeby też była grupa przyjaciół, jakby nie można było zostawić samego Isaka z Jonasem), to tak jak napisałam, bardzo podoba mi się taki model przyjaźni, w którym wszyscy się wspierają i przejmują sobą nawzajem. A poza tym i Magnusa, i Mahdiego polubiłam ;)
      Co do gry aktorskiej natomiast totalnie się nie zgodzę, bo po pierwsze Isak był już charakterystyczną i rzucającą się w oczy postacią w pierwszym sezonie, a bez błyskotliwej gry aktorskiej by się to nie udało, a po drugie mam ściągnięte na telefon milion zdjęć z nim (czyt. kilkadziesiąt) i mogę zapewnić, że nie ma cały czas takiego samego wyrazu twarzy, wiem co mówię, próbowałam go narysować xd. Nie no, ale serio, uważam, że to naprawdę utalentowany młody aktor i ciężko mi jest zauważyć nijakość o jakiej mówisz, bo zajął moje myśli od kiedy pojawił się na ekranie (i nie, to nie jest kwestia wyglądu, tylko charyzmy).
      Temat kose grupy zniknął, bo narracja była toczona z punktu widzenia Isaka, a on się w pewnym momencie zupełnie przestał nią przejmować. Aczkolwiek też wydaje mi się, że zaginął, bo scenarzystka poszła trochę na łatwiznę, gdyż Vilde pewnie organizowała też w międzyczasie i pewnie nagabywała Isaka, żeby brał w tym udział.
      No ale z drugiej strony oglądam mało seriali, więc pewnie się nie znam xd

      Usuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!