sobota, 3 grudnia 2016

Na łyżwach każdy jest księciem

Możliwość jazdy na łyżwach to wynagrodzenie zimy za całe zło przez nią spowodowane.


Jazda na łyżwach, to taki rodzaj przyjemności, który wyzwala w nas wyjątkowe emocje. W moim przypadku są to uczucia, które niby z definicji powinny być negatywne, ale podczas jazdy są tak zabarwione, że ich odczuwanie sprawia radość.

Boję się wielu rzeczy. Strach na łyżwach to ten cudowny rodzaj strachu połączony z ekscytacją i pokonywaniem własnych barier. Bo jak spróbuję odwrócić się i jechać tyłem, to mogę się albo wywalić na tyłek i zbić sobie kość ogonową, albo mieć satysfakcję z nowo zdobytej umiejętności.

Pewien rodzaj przyjemnej tęsknoty można osiągnąć na wiele sposobów, najpopularniejszym jest prawdopodobnie muzyka. Podczas wizyty na lodowisku towarzyszy mi nostalgia za tym wszystkim czego nie mogę doświadczyć w związku z łyżwami, jak chociażby dzieciństwem spędzonym na zamarzniętym stawie. Ale tęsknię też za marzeniami, które mogę spełnić w przyszłości. Przyjemnie marzy się na zamrożonej tafli lodu.

Nie przepadam za poczuciem odpowiedzialności. Na szczęście podczas jazdy na łyżwach rozkłada się ono równomiernie na każdą osobę na lodowisku i sprowadza się do tego, żeby nie zrobić sobie nawzajem krzywdy. Po upadku spowodowanym przez samych siebie możemy co najwyżej nabić sobie kilka siniaków. Wpadając na kogoś możemy mu zrobić krzywdę na wiele sposobów, zaczynając od rozbicia brody, na przejechaniu ostrą łyżwą po ciele kończąc.

Jeśli nosząc wianek ludzie zachowują się jak księżniczki, to jeżdżąc na łyżwach przypominają mi melancholijnych książąt. 

A może tylko ja czuję się wtedy książęco.

11 komentarzy:

  1. Ciekawe przemyślenia. :D Również lubię jeździć na łyżwach i rozumiem strach przy jeżdżeniu tyłem (ale są postępy!), jedynym minusem jest zakładanie łyżew - troszkę trwa, aby było dobrze, nie za luźno i nie za ciasno, a jeszcze jeśli ktoś ma rozmiar na styk... :P I jak fajnie, gdy pada śnieg i gra fajna muzyka... Już wkrótce :P
    Katty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, zakładanie łyżew to męka, zwłaszcza że nie mogę się nigdy doczekać tego jak już wejdę na lód!

      Usuń
  2. Łyżwy są super. Oczywiście nie takie toporne, wielkie, normalnie jak zbroje na nogi (chyba zwie się je hokejowymi), tylko te figurowe. Najlepiej białe, z obcasikiem. Jak dla mnie nie są książęce, a księżniczkowe właśnie. Albo wróżkowe. Nie wiem. Ale gdy już ktoś potrafi dobrze jeździć (ja nie potrafię), to wygląda zawsze tak zgrabnie. Człowiek płynie po tym lodzie i wiruje, a wszystko się mieni wokół i jest tak zimno (tak czysto zimno, jeśli wiesz, co mam na myśli #poezja). Ojej.
    Boję się wielu rzeczy, i myślę, że między innymi dlatego wciąż nie umiem popłynąć ani wirować, ani śmignąć, ani mknąć, ani lecieć, bo, kurczaki, boję się, że upadnę :c Muszę się ogarnąć, bo fajnie być melancholijnym księciem. Albo księżniczką. Albo wróżką.
    Oddana,
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, te łyżwy na zdjęciu to hokejowe ;) aczkolwiek zaiste, figurowe są znacznie romantyczniejsze!
      Ja też się boję upadać i to panicznie. I tutaj ciekawostka, ale nie pamiętam żebym kiedykolwiek wywaliła się na łyżwach (chociaż pewnie na zajęciach w podstawówce sięto nie raz zdarzyło). I to nie dlatego, że dobrze jeżdżę, ale dlatego, że tak panicznie boję się upadać, że kiedy się zachwieję to próbuję utrzymać równowagę jak spadający na ziemię kurczak. Na pewno wyglądam przy tym przekomicznie ;)

      Usuń
    2. No, ale te na zdjęciu są jednak bardzo stylowe :D Ale takie nowe hokejówki... eee, słabiactwo.
      Kłaniam się,
      B.

      Usuń
  3. Na łyżwach jeździłam 2 albo 3 razy w życiu... tak się jakoś złożyło, że w sumie to nie było za bardzo okazjii. Podoba mi się Twoje porównanie jeżdżących ludzi do książąt. W moim przypadku, jak książę czuję się tylko wtedy, gdy na balecie zapalam małym dziewczynkom światło w łazience (są tak małe, że nie sięgają :') )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj, to zaiste książęce zachowanie ❤

      Usuń
  4. Chyba nie jestem "melancholijnym księciem", skoro ostatni raz jeździłam na łyżwach kilka lat temu. Nie potrafię jeździć; za każdym razem, kiedy wchodziłam na lodowisko, musiałam uczyć się od początku. Podobno to jak nauka jazdy na rowerze, ale ja zawsze zapominałam, jak się jeździ na łyżwach.
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale melancholinym księciem można być na wiele sposobów!
      Ja zawsze zapominam jak się jeździ na rowerze, więc spoko ;)

      Usuń
  5. ,,Melancholijny książę", powiadasz?
    *przypomina sobie samą siebie, jak w wielkim kasku odpycha się od barierki i co chwila kurczowo się jej łapie*
    No ale dobra, ja przełamałam się... w tym roku. Pierwszy raz próbowałam w wieku ośmiu lat, zraziłam się i wydawało się, że już na amen. Lubię mieć stabilne podłoże, ślizgam się na normalnej powierzchni i nie lubię robić czegoś po raz pierwszy w dużej grupie ludzi, bo czuję się zawstydzona. Moja przyjaciółka po kilku latach namawiania (bałam się, no), w końcu mnie wyciągnęła i... podobało mi się. Nawet bardzo. Było trochę wywrotek, nawet bardzo dużo wywrotek, ale na tym też polega zabawa ;) I cały wstyd i strach gdzieś wyparował, fajnie było. Naprawdę się bawiłam w fajnym towarzystwie i miałam frajdę :D W tym roku też spróbuję.
    Ale o ile sama nie umiem jeździć, to uwielbiam oglądać tych łyżwiarzy figurowych. O cholibka. To jest tak piękne. Wyglądają jak wróżki. Księżniczki i książęta z jakiejś lodowej baśni. Oni płyną, oni l a t a j ą. Magiczne.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja tylko czuję się jak melancholijny książę, ale na pewno tak nie wyglądam! Też uwielbiam oglądać łyżwiarzy figurowych, w przyszły weekend jest finał Grand Prix ❤

      Usuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!