czwartek, 3 listopada 2016

Moi ulubieni bohaterowie literaccy

Dobrze napisanych postaci męskich w literaturze jest znacznie więcej niż mogłoby się wydawać.


Nie miałam nigdy mężów. Moim ulubionym bohaterom literackim zawsze zbyt mocno życzyłam szczęścia w fikcji, w której istnieli, a tam mnie nie było, więc nie mogłam uszczęśliwić ich biorąc z nimi ślub (chociaż w sumie raczej byłoby to dokładaniem im problemów).
Dzisiaj natomiast, chciałabym wam zaprezentować moich sześciu najukochańszych bohaterów na świecie. Oto oni:

Ron Weasley (seria Harry Potter, J.K.Rowling)

Nie mogę otworzyć tej listy inaczej jak moim największym zauroczeniem dzieciństwa. Serio, miałam w pamiętniku ostatnią stronę zapełnioną serduszkami napisanymi na około jego imienia, to wiele mówi. Ale czemu on? Czemu nie Harry (czy istnieje ktoś, kto kiedykolwiek się w nim podkochiwał?), Draco (nigdy), czy chociażby inny z braci Weasleyów (przyznaję, że od zawsze miałam słabość do Billa, ostatnio także do Charliego, a kiedyś uwielbiałam bliźniaków)? No cóż, jak byłam mała to zdecydowanie jedynym powodem mojej miłości do Rona było to, że nikt inny go nie kochał, więc było mi go żal. Ale musi istnieć jakiś powód dla tego, że ta miłość trwa niezmiennie i równie mocno do dzisiaj. I nie może to być tylko współczucie, bo to zbyt słabe. Dlaczego zatem kocham Rona?
Bo miał najwięcej przeciwności do pokonania z całej trójki. Bo mimo to wniósł tak wiele do pokonania Voldemorta, mimo że nie był tak samo uzdolniony jak jego rodzeństwo czy przyjaciele.. Bo jeśli mówimy o odwadze Gryfonów, to czy możemy wspomnieć o tym, że RON Z WŁASNEJ WOLI SZEDŁ ZA PAJĄKAMI, MIMO ŻE MIAŁ ARACHNOFOBIĘ? W sensie serio, pokonywanie własnych lęków jest dużo większą odwagą niż brawura, kiedy nie masz żadnych.

(A jeśli chcielibyście zobaczyć jak go sobie wyobrażam, to możecie zajrzeć do Natello i do Lili)

Faramir (seria Władcy Pierścieni, J.R.R.Tolkien)

Faramir jest moją drugą miłością z dzieciństwa. I w sumie jakbym miała napisać dlaczego go uwielbiam, to wymieniałabym te same powody, co przy Ronie, tylko że Faramir miał jeszcze więcej stylu. Jedyne o czym mogę jeszcze wspomnieć dodatkowo, że w przypadku oby tych panów pierwowzór literacki jest nieporównywalnie lepszy od wersji filmowej. Zwłaszcza, że Faramirowi w filmach ucięto bardzo wiele z wątku. 

Leo Valdez (seria Herosi Olimpijscy, Rick Riordan)

Zero oryginalności, ja wiem. Przyznam, że generalnie po przeczytaniu dwóch pierwszych części Herosów Olimpijskich nie żywiłam żadnych uczuć do tej serii, a o Leonie w ogóle mało myślałam. A potem przeczytałam trzecią część i bum! Zakochałam się. Głównie dlatego jak bardzo podoba mi się to, że Leo jest taką postacią, która za barykadą głupich żartów trzyma cały swój smutek. Podoba mi się to, jak bardzo wydaje się być otwarty i beztroski, a kiedy poznajemy go bliżej okazuje się ile przed nami ukrywa. No i uwielbiam fakt, że Leo działa najczęściej rozumem - nawet jeśli jego plany są czasem idiotyczne. 
A poza tym wszystkim - moim skromnym zdaniem to jest świetna postać do pisania fanficków. Może i wujek Rick poświęcił mu wiele stron, ale ciągle zostaje masa niewykorzystanego potencjału. Zwłaszcza do angstów (nie wiem czemu chcę czytać jak moja cynamonowa bułeczka cierpi, ale jak macie coś dobrego to podrzucajcie).

(Moje wyobrażenie Leo, oczywiście pokrywa się z wyobrażeniem Virii)

Theodore Laurence (Małe kobietki, Louisa May Alcott)

Od razu chciałam zaznaczyć, że od dzieciństwa z jednakowym uporem udaję, że druga część nie istnieje. Kto czytał, ten wie dlaczego (nie spoileruję nawet książek, które mają prawie 150 lat).
Czemu uwielbiam Lauriego? To głupie pytanie, jego nie da się nie uwielbiać, bo jest idealny. W sensie to jest ten typ bohatera, którego bardzo chciałoby się odnaleźć w prawdziwym życiu, przyjaźnić z nim przez parę lat, a na końcu założyć szczęśliwą rodzinę. Tak...

Bennet Landsmann (Doctorzy, Erich Segal)

Erich Segal potrafi pisać męskie postaci tak, że muszą wywoływać emocje w czytelniku. W przypadku Doktorów, aż dwie z nich wzbudziły we mnie miłość. W serduszku głębiej zapisał się Bennet, bo mam niesamowity szacunek do tak opanowanych osób. Siła psychiczna tej postaci to coś dla mnie niewyobrażalnego. Gdyby Bennet istniał naprawdę to bez zastanowienia wzięłabym z nim ślub. Albo i nie, bo kręci go intelekt, więc chyba odpadam z rozgrywki.

Enjorlas (Nędznicy, Wiktor Hugo)

Dobra, to nie jest dobra osoba do kochania (o czym najlepiej wie Grantaire). Generalnie przez swoją miłość do rewolucji i oddanie dla sprawy, Enjorlas robi rzeczy straszne, jak np. zabijanie ludzi bez mrugnięcia okiem. A jednak, miłość trwa od zobaczenia filmu, a przeczytanie książki tylko to uczucie pogłębiło. Może to przez wyobrażenie tej twarzy Apollina? A może jest coś pociągającego w tej przesadnej obowiązkowości? Nie wiem.

(Najlepsze fanarty do Nędzników znajdziecie u batcii)

Wyzywam was do tego, żebyście podzielili się swoimi książkowymi miłościami! 
Przyznam szczerze, że ja z wielu musiałam zrezygnować na rzecz tego wpisu, bo już nie miałam miejsca. Nie uwzględniłam między innymi pana Darcy'ego, a to wiele mówi o tym jakie cięcia musiałam zrobić.

15 komentarzy:

  1. Ja, ja! Ja się w zerówce podkochiwałam i w Harrym, i w Draco, a teraz obu serdecznie nie znoszę! W sumie szybko ich zaczęłam nie znosić, jeszcze w podstawówce.
    A wiesz, że nie dalej jak tydzień temu na moją listę postów do napisania wskoczyła pozycja "Czemu Ron jest supi"? Mam nadzieję, że nie poczujesz się źle, jeśli go jednak napiszę, bo bardzo by mi zależało c:
    Wiedziałam, że twoja lista będzie lepsza od mojej, ja mam katastrofalny gust :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie, twoja jest lepsza, bo moja jest za bardzo mainstreamowa :/
      Pisz o Ronie, serio, obrażę się jak ten post nie powstanie (tak naprawdę to nie, ale napisz go i tak xd). Niech cały świat się dowie jaki jest cudowny!
      Mnie tam oprócz Rona podobał się jeszcze Krum, ale nie wiem co to o mnie świadczy :/

      Usuń
  2. Leo! ♥ Mój ukochany bohater. Bo ma epickie poczucie humoru, świetne teksty, a przy tym za tą zasłoną żywego dowcipu i ciągłych żartów kryje się wielka tragedia. To zarazem najzabawniejsza i najsmutniejsza postać ze wszystkich z uniwersum OH. No i Leo jest naprawdę inteligentny, a wręcz genialny (wymyślić te wszystkie wynalazki? No kurde, jaki trzeba mieć mózg!), jak napisałaś - ,,działa rozumem". Właściwie w każdej sytuacji. I to jest świetne. Zdecydowanie wolę Leo od Percy'ego, który kiedyś był niemal na szczycie mojej toplisty. Chociaż Percy'ego też bardzo lubię, mam ogromny sentyment i sympatię do tej postaci:)
    Wśród moich literackich obiektów miłości są także Dymitr (Anastazja), Jack Frost (Strażnicy marzeń), Sage (Trylogia władzy) i może jeszcze Weres (Wierni wrogowie). Uwielbiam ich po prostu.
    A o bohaterkach też będzie? :)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie myślałam, żeby napisać też o bohaterkach aczkolwiek chyba nie znam bohaterki tak interesującej jak te kobiety, które znam w prawdziwym życiu :/ Szczerze mówiąc na tę chwilę z ulubionych bohaterek (takich najulubieńszych) przychodzą mi do głowy tylko Eowina i Beatrycze, ale jak się zastanawiam dłużej, to jest ich więcej, więc może w przyszłości ;)
      Percy'ego lubię najmniej z Wielkiej Siódemki, chociaż w sumie razem z JAsonem są u mnie na równi. Nie wzbudzają we mnie szczególnych emocji, ale nic do nich nie mam.
      Dymitra też kocham, ale zostawiam go na listę ulubionych bohaterów z kreskówek /filmów animowanych. Sage'a też wielbię, ale jest ode mnie dużo młodszy :/ Nie no, a tak serio to po prostu musiałam z kogoś zrezygnować xd
      Pozdrawiam równie cieplutko!

      Usuń
  3. Ja niestety mężów miałam aż za wielu (może to dlatego, że w prawdziwym świecie nie czuję się doceniona przez podły męski ród, chlip), choć zdarzały się i miłości wielkie, ale z góry skazane na niepowodzenie (jak na przykład ta do Enjolrasa. O. Mój. Boże. Gdy tylko ujrzałam jego nazwisko w Twoim tekście, doznałam gwałtownych palpitacji serca i dreszcz mnie przebiegł. #truestory Jest takim bezwzględnym idealistą, takim oddanym, w sumie zafiksowanym, ale... och <3 Albo może raczej: <3 Jakoś lubię bohaterów "z problemami" (jak to brzmi :D), takich pokrzywdzonych przez los, a Leo idealnie się nadaje, zwłaszcza, że jak wspomniałaś, kryje smutek "za barykadą głupich żartów". No, Leo to jest ktoś.
    A Laurie jest w porządku, ale "Małe kobietki" w sumie podobały mi się średnio (mimo że działy się w trakcie wojny secesyjnej, którą uważam za szalenie ciekawy okres w historii Ameryki).
    Moi literaccy crushe to poza wymienionym wcześniej Enjolrasem (no i Leonem też w sumie): Nico di Angelo (pozdrawiam się w ogóle :P), Smolipaluch z "Atramentowego Serca" (i dalszych części. Och, zdradziecki był to łajdak), młody Albus Dumbledore (robi się dziwnie, ale pasjonował mnie wątek jego młodości i zapędów ku władzy i zdobyciu Insygniów Śmierci i cała ta dramatyczna historia z Arianą i Grindelwaldem i aaaaaaa), Pułkownik z "Szukając Alaski" Johna Greena, i... trochę wstyd się przyznawać, ale... crushuję trochę ostatnio na Scorpiusie Malfoyu (bo mimo wszystko "Przeklęte dziecko" nie było aż tak beznadziejne, jak się spodziewałam, a Scorpius skradł me serce zupełnie nie wiadomo jak i kiedy, i teraz się wstydzę, bo to Malfoy przecież! A Malfoya seniora, to jest Dracona, nie lubiłam. No i teraz klops. Ale oni są w sumie zupełni inni, więc chyba nie szkodzi). O, i jeszcze na Judaszu z Jesus Christ Superstar (tym z wersji filmowej z roku 2000).
    Ach, me serce goreje.
    Dzikie pozdrowienia od
    B.

    PS To głupie, ale wśród tych moich miłości jest jakoś podejrzanie dużo gejów. D: #masochizm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwi mężczyźni nie potrafię po prostu okazywać, tego że doceniają #potwierdzoneinfo xdxd
      O, ja też lubię bardzo tych pokrzywdzonych przez los!
      Smolipaluch, tak, uwielbiam go, zastanawiałam się nawet czy nie zrobić specjalnego wpisu o ulubionych bohaterach męskich związanych z ogniem (Smolipaluch, ten jego uczeń co to nie pamiętam jak się nazywał, Leo, Tancerz Ognia (Król Demon) i Zuko!). Albusa bardzo, bardzo nie lubię, ale to w sumie dltego, że nie lubię go jako starca (wstrętny manipulator!). Scorpiusa lubię, ale bardziej tego z mojej głowy niż sztuki.
      Pozdrowienia!

      Usuń
    2. O, Farid! No, on też był super. Kurczę :D
      No właśnie stary Albus również budzi moje poważne wątpliwości. Jest dla mnie ciekawie zbudowaną postacią, ale na pewno nie crushogenną. Jednak gdy był młody... *dramatyczne westchnięcie*
      Chyba mogę gadać o tym bez końca po prostu :P
      B.

      Usuń
    3. Półkownik z "Szukając Alaski" jest świetny- już się bałam, że tylko u mnie budziła tak pozytywne emocje :D

      Usuń
    4. Judasz, mój boru, tak! <3 Dobra... to chyba nie brzmi najlepiej, ale ta postać w przedstawieniu jest taka idealna

      Usuń
  4. Leo to jeden z moich ulubionych bohaterów z "Herosów Olimpijskich" - wyrazisty, charakterystyczny, genialny, zabawny, a jednak mający gdzieś w głębi smutek. Ron może tak nie skradł mojego serca, ale dla mnie nie może równać się ze Snapem, który (powiedzmy to sobie szczerze) był zły, wredny, niesprawiedliwy, a jednocześnie dobry. Miał trudne życie, zszedł na złą drogę, a jednak w porę obudził się i przeszedł na dobrą stronę, by odkupić swoje winy. To taka postać, do której byłam nastawiona neutralnie, a która w siódmej części skradła moje serce (jak to głupio brzmi). Należy do tych postaci, które nie są jednoznacznie ani dobre, ani złe. Przypomina mi on to, że historia może się odwrócić, że jeśli istnieje na świecie choć jedna osoba, która nam zaufa, możemy próbować naprawić swoje błędy.
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  5. Zakończenie małych kobietek boli mnie tak bardzo, że stworzyłam własną wersję, taką, jaką byśmy wszyscy chcieli xdd znaczy, Jo x Teddy 4EVER <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam kiedyś chyba twoją wersję (wydaje mi się, że nawet skomentowałam) i tak! To jest zakończenie, na które i my i oni zasługują! (w ogóle nie znam ani jednej osoby, której podobało by się to co sie stało w książce). Dzięki za napisanie tamteho ;*

      Usuń
  6. Z całego uniwersum Harrego Pottera to zawsze najbardziej lubiłam Syriusza Blacka, moja miłość powiększyła się jeszcze po filmie gdzie genialnie zagrał go Garry Oldman- no po porostu mistrzostwo świata :D Jeżeli już jesteśmy przy Władcy Pierścienia to koniecznie Aragorn -chyba nie muszę tłumaczyć czemu... z Reszty książek, aż mi wstyd czytałam tylko Nędzników i miałam podobne odczucia co do Enjorals (w grze wiedźmin moją ulubioną postacią jest Vernon Roche- po prostu lubię jak chłop jest oddany ojczyźnie) Jeśli przy klimatach Wiedźińskich już jestem to Jaskier skradł moje serce w opowiadaniu "Kwestia Ceny" i tak to utrzymało się aż do końca sagi, a pogłębiło w grach...matko znalazłabym też wielu innych...ale tyle na razie starczy :)
    Pozdrawiam Ż.

    OdpowiedzUsuń
  7. Boru, jak mi długo zeszło, żeby to napisać! Właściwie dużą część moich fikcyjnych crushów już znasz, ale wyzwanie to wyzwanie xD przede wszystkim absolutnie zgadzam się z całą pierwszą trójką (Leo jest chyba jedynym moim ściśle mężem, może dlatego że nie lubię Calypso, mam wrażenie że nie będą razem szczęśliwi).
    Poza tym zawsze i na zawsze moje serce należy do Edmunda. Jest tak okropnie tragiczną postacią, że mam ochotę zapakować go w koc, przytulić i chronić przed złem świata, niezależnie od tego czy miałaby to być Narnia czy ten świat. Serio, moja miłość do tej postaci nie zna granic.
    Dalej, Gilbert z Felixa, Neta i Niki. To taki trochę Leo z mniej pogłębionym charakterem (bo to postać drugoplanowa) i z nieco bardziej abstrakcyjnym poczuciem humoru.
    Rory Williams lub, jak wolę go nazywać Pond xD. Co mogę powiedzieć? Kocham Ostatniego Centuriona całym serduszkiem. Amy to szczęściara!
    Kocham się też w praktycznie całym Stowarzyszeniu umarłych poetów, ale przede wszystkim w Perry'm i Andersonie.
    Dobra, to chyba z grubsza wszyscy, jak mi się przypomni to coś dopiszę. Ogólnie to nie przepadam za głównymi bohaterami (panowie z SUP stanowią wyjątek), ale mam słabość do takich biednych i olewanych.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy czytałam ten post, jednocześnie czytałam "Władcę Pierścieni". I mam wrażenie, że w dużym stopniu dzięki Tobie pokochałam Faramira. No dobra, nie oszukujmy się, i tak Aragorn jest najwspanialszy, ale Faramir ma zaszczytne drugie miejsce. I faktycznie strasznie go skopali w filmie, wydawał mi się prawie tak samo wielkim dupkiem jak jego brat (moja niechęć do Boromira jest wprost proporcjonalna do miłości do Aragorna). Leo. Czy ktokolwiek go nie kocha? Lubię w nim (poza wszystkim innym) to, o czym wspomniałaś - wbrew pozorom jest bardzo tragiczną postacią. I chyba najgłębszą w całych "Herosach".

    OdpowiedzUsuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!