środa, 19 października 2016

Jesień jest po to, żeby wszyscy mogli się wyspać

W pewnym sensie jesień jest najbardziej szczerą ze wszystkich pór roku.


Od kilku lat systematycznie próbuję wytrzebić z siebie cały sentymentalizm jaki mi pozostał. I co roku robię specjalny wyjątek dla jesieni, romantyzując ją do granic. Do tej poru kończyło się jednak na październikowym zachwycaniu się pięknem złoto-czerwonych liści, ale w tym roku chyba dorosłam także mentalnie. A może to dlatego, że plucha i mróz nadeszły tak niespodziewanie zaskakując jeszcze zielone drzewa? Może po prostu się dostosowałam? Nie zastanawiając się dłużej nad powodem mojego niespodziewanego uczucia chciałabym wyznać jesiennej szarości miłość. Kocham ją dokładnie za to czym jest - ciemnymi porankami i wiecznie zimnymi stopami.

Nie napiszę nic odkrywczego, jeśli stwierdzę, że w XXI wieku cały czas gdzieś się spieszymy. Zima rozpoczyna się zabieganym grudniem, spędzonym na pakowaniu prezentów i przygotowywaniu dwunastu potraw, Za nim zanim zdążymy przetrawić wszystkie te pyszności już musimy lecieć w styczniu na siłownię, bo przecież w tym roku na pewno uda nam się spełnić wszystkie postanowienia. Wiosna nie jest dla nas łaskawsza - wszystko budzi się do życia, więc przebudzają się też nasze środki czystości i zmuszają nas do ruszenia zadków z kanapy i sprzątania radośnie całego domu (bo jeśli nie robimy tego radośnie, to nie jest nic warte, a nasze życia są okropne). Lato to czas maksymalnie wypełniony rozrywkami, bo przecież jeśli nie jesteśmy całe wakacje/urlop/weekendy poza domem, to jesteśmy największymi życiowymi przegrywami. A ja czasem muszę odpocząć. I od świętowania, i od sprzątania, a nawet od przyjemności. A jesień to taki okres, w którym jesteśmy rozgrzeszeni z bezczynności. 

Lubię to, że przynajmniej w te dwa, trzy miesiące mogę na chwilę przestać wstydzić się tego, że jestem ciepłą kluchą. Że nie muszę przejmować się fryzurą, bo jakbym się nie starała wiatr i tak mi ją zepsuje. Że mój makijaż nie musi być idealny, bo deszcz i tak mi go rozmyje. W żadnej z pór roku moja fryzura i makijaż nie są nawet ok, ale jakoś tylko na jesień mogę odetchnąć od przejmowania się tym. Mogę to przecież zwalić na pogodę.

Wchodzenie do ciepłych pomieszczeń nie sprawia takiej radości, kiedy na zewnątrz jest równie ciepło. Herbata smakuje lepiej kiedy jest potrzebna, bo inaczej wydaje nam się, że zamarzniemy. Wstawanie kiedy jest ciemno jest niezwykle irytujące, ale przynajmniej można się podenerwować na coś co nie odpowie nam złością. Kiedy raz wieczorem odpuścimy i przeczytamy tę samą książkę po raz enty zamiast nauczyć się na sprawdzian wszyscy zrozumieją. Zapewne nie pochwalą, ale to jest jesień, więc będą wyrozumialsi. 

Trudno jest przeżyć jesień z szerokim uśmiechem, ale pełne zrozumienia półuśmiechy wymieniane ukradkiem w tramwaju przez współtowarzyszy podobają mi się znacznie bardziej. Tak samo jak krzywe uśmieszki, mające w sobie odrobinę radości i dużą dozę złości, którym obdarzają nas znajomi czekający na nas od dziesięciu minut na przystanku. Jakoś znacznie większa ta różnorodność, niż w lecie kiedy wszyscy witają nas widokiem swojego pełnego uzębienia, niezależnie od tego jak ono wygląda.

W jesieni na wierch wychodzą nasze cechy, które próbujemy ukrywać przez cała resztę roku. Na wierch wychodzi też ta fałdka na brzuchu z którą walczyliśmy całe lato. Dobrze, że nikt jej nie widzi pod za dużym swetrem. 

Oczywiście możemy walczyć z jesienią na różne sposoby. Ale ja nigdy nie zrozumiem po co. Może po prostu na chwilę się zatrzymajmy, a zobaczymy, że jesienne wieczory są jakieś takie dłuższe?

Basia z Pisane Miodem, której postem się zainspirowałam, spytała jak oswoić jesień. Ja spytam raczej, po co ją oswajać?

PS: Jesień ma też inne plusy. Na przykład to, że tak szybko zachodzi słońce i nie mam kiedy robić zdjęć. Dzięki temu musiałam poszukać zdjęć w darmowych bankach i znalazłam takiego ładnego pana na unsplash.com.

7 komentarzy:

  1. Bardzo fajny post i zgadzam się z Tobą, zwłaszcza podoba mi się to jak pokazałaś, że we wszystkich porach roku (prócz trzeciej :P) jesteśmy zabiegani, aczkolwiek ja nawet w jesień nie umiem odpocząć :(. Żeby się wyspać musiałabym spać chyba do 10, a tu szkoła... No cóż taki los ucznia. Prawdą jest również to, że bardziej doceniamy niektóre codzienne rzeczy w jesień, chociażby herbatę. :P
    Katty

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie napisane. Po części się z tym zgadzam, jesienią mamy usprawiedliwienie na pewne rzeczy. I można bezkarnie pić ciepłe herbaty, pasujące do aury.
    Z tym wysypianiem się to niestety nie mogę się zgodzić, bo to zależy od od trybu życia. Ale fakt, że możemy być rozleniwieni, poczochrani.

    Drobna uwaga: "W jesieni na wierch" - "na wierzch" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że wysypianie się jest tutaj raczej metaforyczne, bo jak się ma codziennie na 7.30, to trudno mówić o odpowiednio długim śnie ;) niemniej wydaję mi się, że i tak jesteśmy bardziej skłonni pozwolić sobie na popołudniowe drzemki w tym czasie niż w każdym innym :) Chociaż oczywiście słuszna uwaga!
      A co do tego wierchu, to poprawię jutro na komputerze, bardzo dziękuję za wyłapanie! (Ale kurczę, literówka godna Zwierza, może jeszcze się okaże, że mam z nią coś więcej wspólnego, oby oby oby!)

      Usuń
    2. Dopiero teraz zobaczyłam, że napisałam tak dwa razy pod rząd, tego to już zupełnie nie rozumiem!

      Usuń
  3. W sumie to jesień jest taką spokojną pora roku. Człowiek wraca do szkoły, powoli przyzwyczaja się do przeciwstonkowy, dzień za dniem mija mu na podobnych czynnościach. Może odetchnąć, odpocząć, a nie szukać prezentów, stać nad garami w Wigilię, by potem zasiąść w kolację, w której brakuje tak naprawdę tej magii.
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś w tym jest, rzeczywiście:) Jesień, nie licząc rozpoczęcia roku szkolnego, jest taka spokojna. I wszystko można usprawiedliwiać złą pogodą (moja geograficzka zawsze mówiła: ,,ale źle się dzisiaj zachowujecie, to chyba to niskie ciśnienie...". My oczywiście skwapliwie potakiwaliśmy, tak, tak, to na pewno to ciśnienie). Bo szaro, nic się nie chce, człowiek zmęczony...
    Ale z drugiej strony, jesień to jedna z najbardziej klimatycznych pór roku, dobra do czasu akcji opowiadań, na przykład. Jest jednocześnie pięknie i trochę mrocznie, tak świeżo, mokro, liście chrupią pod stopami, powietrze jest rześkie, wilgotne i ostre, krople deszczu bębnią o szyby, latarnie roztaczają eteryczny blask we mgle (uwielbiam zjawisko mgły, jest niesamowicie klimatyczne, a ja jestem niepoprawną romantyczką, oj tak:D), a drzewa wyglądają najpiękniej w ciągu całego roku ze złotymi, czerwonymi liśćmi... las jesienią jest obłędny.
    Jesień kojarzy mi się też z tworzeniem, taki melancholijny, poetycki czas;)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham jesień! Za rozgrzewające herbaty korzenne, za ciepłe swetry, skarpety, rękawiczki i koce, za wieczorki (albo popołudnia) z książką i za ciasto marchewkowe! Po prostu kocham jesień :)

    OdpowiedzUsuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!