niedziela, 23 października 2016

Czy udało się ożywić Van Gogha?

Oglądanie wystawy Van Gogh Alive było przyjemnością, mimo że wyszłam rozczarowana.


W Krakowie słynna wystawa zostanie jeszcze niecały miesiąc, dlatego dla tych co chcą się wybrać, to ostatni dzwonek. Ale czy naprawdę warto wydać kilkadziesiąt złoty?

Odpowiedź na to pytanie jest trudna. Przyznam się szczerze, że na moje wrażenie mocno wpływa to, że Vincent Van Gogh to mój ulubiony malarz. I mimo wszystko, jako fanka byłam mocno rozczarowana.

Zacznijmy może od tego, że w każdej sali oprócz obrazów, wyświetlane były cytaty Van Gogha z jego listów. Sam pomysł oczywiście jest świetny! Ale po pierwsze brakowało mi osadzenia w kontekście (daty oraz adresata), a po drugie tłumaczenie polskie było nieraz zupełnie inne od angielskiego! Nie wiem, które miało więcej wspólnego z oryginałem, ale wątpiłam w jego poprawność, jeśli po "polskiej" stronie miałam sześć linijek, a po "angielskiej" jedną (tak, umiem ten język na tyle, by wyłapać, kiedy zmienione jest znaczenie, a kiedy po prostu nie da przetłumaczyć się czegoś dosłownie).

Obrazy zajmowały dosłownie każdą ścianę sal, a w jednej z nich także podłogę. Nie byłoby to oczywiście minusem, gdyby nie to, że przesuwały się bardzo szybko i znikały niemalże jednocześnie, więc w większości przypadków nie było mowy o dłuższym kontemplowaniu. Wiadomo, że Vincent był artystą płodnym i jeśli chcielibyśmy poświęcić każdemu z jego dzieł dostatecznie dużo czasu, to z wystawy nigdy byśmy nie wyszli, jednak myślę, że wybór mniejszej ilości jego obrazów, ale za to wyświetlających się dłużej byłby lepszym rozwiązaniem.

Jeszcze jedną wartą uwagi jest muzyka, która odtwarzana w dobrej jakości, była miłym dodatkiem do wystawy, ale nic poza tym. Tj. stale powtarzało się kilka utworów - w pierwszej sali czytamy, że są one dobrane "tematycznie" (czy też klimatycznie), a niektóre nawet były tworzone w czasach Van Gogha. Czyli powtórnie mamy coś efektownego, ale niekoniecznie służącego głębszemu poznaniu malarza.

Rzeczą której zupełnie nie zrozumiałam była ostatnia sala, w której na ścianach zamiast obrazów pojawiają się skany jego listów. I znowu - listy to bardzo interesująca sprawa w przypadku Van Gogha, niemniej jeśli na kilka(naście/dziesiąt) sekund pojawia mi się oryginał po niderlandzku (albo po francusku) to wyniosę z tego niewiele.

Jest jeszcze jeden mały aspekt, który bardzo mnie zirytował, chociaż być może wielu ludzi to nie obeszło. Jeśli przyjrzycie się zdjęciu ilustrującemu wpis zobaczycie, że oprócz pociągnięć pędzla są też takie małe gwiazdki, trochę jak w filmach animowanych. Może przesadzam, ale taka ingerencja w czyjeś obrazy nie jest dla mnie ożywieniem tylko brakiem szacunku dla jego twórczości.

Na koniec jednak muszę przyznać, że spędziłam przyjemnie ten czas. Przede wszystkim - to jest Van Gogh - oglądając jego obrazy nie da się nie zachwycać. Tak jak mówiłam muzyka, mimo że niewiele mająca z artystą wspólnego, była miłym dodatkiem. Może wystawa nie zagwarantowała mi tak niesamowitego przeżycia jakie oferuje w reklamie, ale nie mogę powiedzieć, że źle się bawiłam (mimo, że Gwieździsta noc nad Rodin z dodanymi gwiazdkami pojawia się na samym początku, więc wszystko później oglądałam lekko zirytowana).

A wy zamierzacie się wybrać na wystawę? A może już byliście? 

4 komentarze:

  1. Mam mieszane uczucia, ale tak jak ty bardzo lubię Van Gogha (mam drzwi oklejone jego obrazami) i jeśli szczęście mi dopisze, to się zabiorę na to, ale na razie mam dużo innych wydatków. Mam też pewno obawy, że będzie tłoczno i w pospiechu (jak na Titanicu) i przez to będę czerpać z tego mniej przyjemności, niżbym chciała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od kiedy zobaczyłam, że wystawa jest w Krakowie, zastanawiałam się, czy się wybrać. Jesteś już drugą osobą, która jest nią zawiedziona (słyszałam też opinie, że jest mało sal), więc chyba sobie odpuszczę - będę mieć te kilkadziesiąt zł więcej do wydanka na Targach Książki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sal rzeczywiście było malutko. Moim skromnym zdaniem już lepiej uzbierać na podróż do muzeum Van Gogha w Amsterdamie ;)

      Usuń
  3. Kiedyś słyszałam o tej wystawie, przygotowując filmik na olimpiadę z angielskiego, szukałam wydarzenia kulturalnego. I bardzo mnie to wtedy zainteresowało, ale tak się złożyło, że w końcu się nie wybrałam. Bardzo lubię obrazy Van Gogha, nie mogę nazwać się jego fanką, ale niektóre bardzo mi się podobają, działają na mnie, są piękne. Na wystawę raczej się nie wybiorę, idea brzmi ciekawie, ale nie czuję wielkiej potrzeby, tym bardziej po negatywnych opiniach niektórych. No i do Krakowa trochę daleko;)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!