niedziela, 11 września 2016

Po co pisać o nauce?

Czy uczenie się może być pasją?



Jak byłam mała to nałogowo oglądałam naukowe kreskówki. Wiecie: Było sobie życie, Rodzinę Pytalskich (którą zwałam pieszczotliwie Dzidzią), Co i jak i tak na okrągło. Kiedy dziewczynki w przedszkolu mówiły, że chcą być księżniczkami ja marzyłam o zostaniu mikrobiologiem. Pomijam miliony ciekawostek, które wyczytywałam w dostawanych na Święta książkach, i którymi rzucałam na prawo i lewo przy każdej rozmowie (ten irytujący zwyczaj akurat ciągle mi został).

Szkoda, że szkoła zamiast pokazywać, że nauka jest ciekawa, obrazuje ją jako coś trudnego i tylko dla wybranych. Musimy siedzieć i wkuwać, po to żeby wszystko zapomnieć po sprawdzianie. No chyba, że ktoś na sprawdziany się nie uczy, bo podejście "dostałem 1, bo się nie nauczyłem" jest bezpieczniejsze niż "dostałem trzy mimo, że siedziałem nad tym trzy wieczory".

Takie założenie towarzyszyło mi większą część życia (oprócz podstawówki, bo to ten cudowny czas, kiedy wystarczy słuchać na lekcjach by dostawać maksymalną liczbę punktów na sprawdzianach). Na szczęście rok temu Bóg postawił na mojej drodze Benię, która zaraziła mnie swoim entuzjazmem dotyczącym kreatywnych metod nauczania i przypomniała mi (mniej lub bardziej świadomie), że w sumie to naprawdę lubię się uczyć. Czy z dnia na dzień stałam się jak Ania Shirley i jedyną osobą, która w klasie mogła ze mną konkurować, był chłopak, którego nie lubiłam od dzieciństwa, o jakimś wdzięcznym imieniu jak Gilbert? Nie. Czy nauka mnie już nie przeraża i zauważam coraz więcej czynników, które wpływają na zapamiętywanie informacji? Jak najbardziej.

Chcę się z wami dzielić tą niespodziewaną pasją, dlatego w najbliższych miesiącach rozłożę uczenie się na czynniki pierwsze. Sprawdzę na sobie wszystkie mity i opowiem wam o wynikach. A na końcu zdam maturę na sto procent (no dobra, to ostatnie to akurat tylko w moich snach). 

I co? Ciekawi, czy będziecie omijać te wpisy szerokim łukiem i czekać na coś bardziej artystycznego?

PS:  Nie przeraźcie się jeśli następny post będzie na temat nauko-podobny, później już będzie normalnie i tego typu nie będą się pojawiać częściej niż wpisy na inne tematy ;)

11 komentarzy:

  1. Ogólnie metoda ZZZ jest stosowana przez mnie w przypadku tych przedmiotów/działów/informacji, które mi się nigdy w życiu nie przydadzą. Fajnie jest wiedzieć więcej, ale nie wszystko potrafię zapamiętać i muszę wybierać to, co chcę w głowie pozostawić, a to, co da się z niej usunąć.
    Ostatnio pojawia się dużo tematów na temat uczenia się, ale wydaje mi się, że Twoja seria postów będzie o tyle ciekawsza, że zostanie bardziej rozwinięta i podejmiesz temat od innej strony.
    W podstawówce chciałam być wróżką, ale plan zostania mikrobiologiem wydaje się być ciekawszy, ambitniejszy. Wstyd mi trochę, że chciałam być w dzieciństwie fantastyczną istotą, a inni mieli już takie dojrzałe pragnienia...
    Pozdrawiam
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mikrobiologiem chciałam być w przedszkolu, w podstawówce chciałam być piosenkarką lub biologiem morskim (nie wiem skąd mi się wzięło to drugie, bo bardzo nie lubię wody i wszelakich morskich stworzeń, ba, nawet pływać nie umiem!). Ale plan zostania wróżką jest super! Niech Ci nie będzie głupio, bo za to na początku liceum chciałam być księżniczką xd

      Usuń
  2. Dokładnie, uczenie może sprawiać przyjemność! Z ciekawością będę wyczekiwać serii dotyczących Twojej nowej pasji! Najlepsze to jest to uczucie, gdy rozwiążesz coś bardzo trudnego, to się nwzywa przyjemność, a nie wkuwanie itp... Jakby pomyśleć tak przyszłościowo to języki będą naprawdę przydatne, po mimo tego, że mało komu chce się ich uczyć. Myślę, że lepiej by było bez sprawdzianów i tego typów testów, uczniowie mniej by się stresowali i być może zaczęli by się uczyć dla siebie, ale z drugiej strony niektórzy potrzebują takiego "bicza" nad sobą... Tak więc czekam na kolejne posty!
    Katty
    http://literkowymelonik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli uczniowie byliby traktowani indywidualnie, to niepotrzebne by były sprawdziany, "biczem" byłoby to, że nauczyciel po prostu widzi, czy dana osoba się nauczyła, czy nie. Generalnie powody, dla których polska szkoła (i nie tylko polska, ale generalnie w większości krajów europejskich, w sumie to wszystkich poza Finlandią) to temat na inną okazję ;)

      Usuń
  3. Sama ostatnio zaczęłam się interesować takimi rzeczami, potrzebowałam bodźca i motywatora do nauki w nowym roku. Chętnie bym czytała taka serię :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nauka może być super!
    Ja na przykład kocham chemię, a że właśnie zaczynam klasę biol-chem (i to takąw jednej z... hmm... BARDZO wymagających szkół :"") ), no cóż, cieszę się, ba, będę w piątki wstawać o 5:30 żeby jeździć na kółko na 7:10, bo dla nauki warto się poświęcić ^^
    Chociaż na przykład kompletnie nie obchodzi mnie pogłowie bydła w Polsce, albo jaki rodzaj ryżu jest najpowszechniej uprawiany w Chinach, i tu stosuję metodę zakuj-zdaj-zapomnij.
    Ale nauka może być super, tylko wszystko zależy od podejścia - zarówno ucznia, jak i nauczyciela :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z doświadczenia wiem, że wymagające szkoły nie są tak wymagające jak się o nich mówi, ale i tak trzymam kciuki za Ciebie! (tak wczesne wstawanie - podziwiam mocno. Ja na 7.30 wstaję o 6.40, ale ja to ja i sen>wszystko inne)
      Ja nie lubiłam chemii przez moją nauczycielkę z gimnazjum (słabi nauczyciele zniechęcają do przedmiotu - do dopisania na listę "dlaczego obecny system szkolnictwa ssie"), a teraz kiedy przekonałam się jak jest cudownie logiczna pokochałam ja całym serduszkiem!

      Usuń
  5. Jejku, ja też oglądałam "Pytalskich" i "Było sobie życie"!
    Nową serię będę czytać z wielką chęcią, bo w tym roku (jak zwykle...) mam ambitny plan, że będę się uczyć, a skoro się uczyć, to czemu nie w jakiś ciekawy sposób? :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Uczenie się potrafi być naprawdę spoko! Paradoksalnie jednak, szkoła trochę zabija tą pasję do nauki (chociaż to zależy od nauczyciela - moja anglistka miała duży wkład w moją miłość do języka) i od tej pory wszystkim zdobywanie wiedzy kojarzy się z katorgą. A to naprawdę może być przyjemne.
    W szkole przyswajamy mnóstwo wiedzy z bardzo różnych dziedzin. I często po prostu wszystko się miesza i niektórzy zapamiętują tylko szczątki informacji ze wszystkiego, słynne ,,zakuj, zdaj, zapomnij". Ostatnio z przerażeniem uświadomiłam sobie, ilu rzeczy nie pamiętam - po prostu musiałam zrobić miejsce na kolejną dawkę informacji... chociaż większość rzeczy gdzieś tam w głowie zostaje, trzeba tylko je wyciągnąć.
    Ooo, ,,Było sobie życie"! Ja oglądałam jeszcze ,,Był sobie człowiek". Ale to były super seriale:D
    Wrzucanie do rozmowy ciekawostek znikąd? Piona!:D Co jakiś czas dzielę się ze światem jakimiś faktami, nawet nie na temat.
    Ojej, naprawdę chciałaś być mikrobiologiem? Cóż, ja mało ambitnie marzyłam o karierze wróżki, która ma skrzydła, supermoce i ratuje świat. Wróżki albo syrenki. Nigdy nie mogłam wybrać.
    Czekam na kolejne posty z serii:)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pod pojęciem "Było sobie życie" rozumiem generalnie wszystkie te serie (na pewno było jeszcze "Była sobie ziemia" i "Byli sobie odkrywcy", możliwe też, że o jakichś zapomniałam), chyba nawet "Był sobie człowiek" lubiłam bardziej :)
      Chciałam też dostać Nobla z matematyki, a jak się dowiedziałam, że się nie da (bo z matematyki nie ma Nobli) to się popłakałam :( #ambitnamałaAnia
      O widzę, że druga wróżka! Tyle magii w Norze jednocześnie <3

      Usuń
  7. O ja, "Rodzina Pytalskich"! Już nic, nic zupełnie nie pamiętam z tej bajki, poza tym, że zawsze mi się bardzo podobała. Za to "Było sobie życie" pamiętam całkiem dobrze, choć jako małe dziecko odnosiłam dziwne wrażenie, że czerwone krwinki (zwłaszcza po utlenieniu czy jak to tam się zwie, gdy miały kolor zabielonej pomidorowej) wyglądają bardzo smakowicie.
    #bukwadziwnedziecko
    (W sumie miewałam tak też z lawą w niektórych kreskówkach. No po prostu wyglądała smakowicie!)
    Strasznie smutne jest to, jak szkoła mija się z celem i zamiast pokazywać, że nauka jest nie tylko ważna, ale ciekawa, rozwijająca czy nawet zabawna, do tej nauki zniechęca, czasem już zupełnie.
    Bardzo chętnie poczytam o Twoich eksperymentach i metodach, bo niedawno stwierdziłam, że wiedza winna być jedną z moich najwyższych wartości (i że będę kozakiem z fizyki. I z chemii. I z wuefu. I że będę odrabiać prace domowe na polski, i pisać dobre prace!). Już nie mogę się doczekać ^^
    Dzikie ukłony przesyła
    B.

    OdpowiedzUsuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!