czwartek, 14 stycznia 2016

3 filmy, które obejrzałam ze względu na aktora

Prawdą powszechnie znaną jest, że tylko przebrzydli sezonowcy i dzikie fanki Benedicta Cumberbatcha oglądają filmy ze względu na aktora. Na szczęście ja jestem urodzoną buntowniczką i się z tym stwierdzeniem ani trochę nie zgadzam.
Zresztą wydaje mi się, że to totalnie nie prawda i rzeczą oczywistą jest, że kiedy pokochamy jakiegoś aktora to chcemy zapoznać się z całą jego filmografią. Przyznam się szczerze, że nawet miłość do Toma Hiddlestona nie sprawiła, że obejrzałam wszystkie produkcje, w których wystąpił (wrodzona niechęć do oglądania filmów, nie wiem skąd mi się to bierze). Ale przez wzgląd na moje celebrity crushes wyszłam kilka razy z mojej małej norki, obejrzałam parę dobrych filmów i ani razu tego nie pożałowałam!

Cały czas zabieram się, żeby zobaczyć Archipelago, ale zdecydowanie nie pomaga fakt, że nigdzie mogę znaleźć polskiej wersji.


Tylko kochankowie przeżyją, reż. Jim Jarmusch

Nie ukrywam, że jeśli lubicie nagłe zwroty akcji, fabułę pędzącą szybciej niż ogier na dopalaczach i jasne, pełne słońca zdjęcia, to dzieło Jima Jarmuscha może wam się nie spodobać. Klimat filmu Tylko kochankowie przeżyją budują ciemne ujęcie Detroit, niezwykła muzyka, błyskotliwy scenariusz i świetne aktorstwo w wykonaniu Toma Hiddlestona i Tildy Swinton. Chociaż obu aktorów uwielbiam, to chyba nie muszę tłumaczyć czyje nazwisko zachęciło mnie do obejrzenia ;)

Jedyni wampirzy, których toleruje. Ale niejedyni, którym przydałby się fryzjer.


Dumni i wściekli, reż. Matthew Warchus

Czy film o homoseksualnych aktywistach chcących wesprzeć walczących o swoje prawa górników nie brzmi zachęcająco? Nie? To dodam, że to prawdziwa historia. A, no i jedną z ról gra Andrew Scott. Znany większości z roli psychopatycznego Moriartego w serialu BBC Sherlock tutaj wciela się w tak uroczą postać, ze nic tylko posypać lukrem, brokatem i dorysować jednorożca.

Ktoś kto przetłumaczył tytuł Pride na Dumni i Wściekli zasługuje na medal z ziemniaka. A nawet na dwa.

Samotny mężczyzna, reż. Tom Ford

To najpiękniejszy film jaki widziałam - serio. Wszystko jest w nim idealne, cudowne zdjęcia, piękni mężczyźni, czego chcieć więcej. Ale dlaczego ja sięgnęłam po to debiutanckie dzieło projektanta mody Toma Forda? Przez moją dziecięcą miłość, aktora- ideał, czyli Colina Firtha.

Kocham Colina, ale ten film dzieli się na pięknych mężczyzn i niego.

To dopiero początek. Na pewno jeszcze nie raz sięgnę po jakiś film bo zachęciło mnie do tego znane mi nazwisko. 
A teraz słucham waszych historii!

PS: Zapewne na razie wciąż jesteśmy w stanie myśleć tylko o jednym wyjątkowym aktorze. Każdy go usłyszał chociaż jedną wypowiedź Alana Rickmana nie mógł się nie zakochać w jego głębokim głosie. W końcu już nigdy nie usłyszymy 'page 394' wypowiadanego z takim wdziękiem. Możecie mi mówić, że jestem głupim sezonowcem, ale ja uważam, że to dobry moment, żeby nareszcie obejrzeć jakiś film tylko dla Alana - zbieram się już do tego za długo.

7 komentarzy:

  1. Jeśli chodzi o filmy, to nie mogę niestety elokwentnie szastać niekończącą się listą tytułów ani olśniewać niewinnych śmiertelników znajomością największych arcydzieł kinematografii - zdaje mi się, że po prostu zbyt rzadko zdarza mi się cokolwiek obejrzeć (może poza nielicznymi fragmentami, na które natykam się podczas nieczułego zappingu; na razie czyham na jakiś dobry serial - może coś polecisz?). W związku z tym nie mam ulubionego reżysera (czuję co prawda bratnią więź z Timem Burtonem, ale wciąż nie znam na tyle jego twórczości), a i z aktorami może być krucho. Są tacy, których zdecydowanie darzę uczuciem, mimo iż widziałam ich tylko w jednym, no, od biedy dwóch filmach. Lubię zatem zarówno Toma Hiddlestona, Tildę Swinton (magiczne nazwisko i magiczna uroda), Benedicta Cumberbatcha (poza "Sherlockiem" widziałam go jeszcze w kawałku transmisji "Hamleta" i w "Grze tajemnic", więc nie jest źle), jak i Andrew Scotta. I o wszystkich bardzo chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej, więc chyba pójdę w Twoje ślady ;) Na Colina Firtha natykam się w sumie częściej, ale pamiętam go głównie z "Niani McPhee" :P
    Alana Rickmana znałam tylko z roli Snape'a, "Love Actually" i "Sweeney Todda", ale bardzo żałuję jego śmierci. Był z niego klawy aktor.
    Kurczę, fajny jest ten Twój blog, mówię serio; taki konkretny, dużo dużo dużo ciekawych rzeczy, po prostu cud-miód i te sprawy! <3
    Chwała!
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Właśnie staram się, żeby był przejrzysty i konkretny, bo sama jestem leniwą bułą, więc rozumiem jak to jest kiedy trzeba się przedzierać przez tony zbędnego tekstu.

      Usuń
  2. Jestem wielką fanką Roberta Downeya Juniora, więc kiedy widzę, że jest jakiś film z nim to obejrzę. Ale jeżeli zobaczę, że mi się nie podoba, to nie będę się katować i oglądać go do końca tylko ze względu na to, że gościa lubię! Niemniej obejrzałam z nim dużo filmów. Czasami myślę, że aż za dużo :P

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż, głupio troszkę przyznać, ale naprawdę wiele filmów obejrzałam głównie ze względu na aktora. Jako osoba, która od czasu do czasu dostaje obsesji na punkcie danego artysty i w takowym okresie nie jest w stanie słuchać/oglądać niczego, w którym nie występuje dana osoba. Obecnie tą osobą jest Leonardo Dicaprio, więc maratony z jego filmami są na porządku dziennym.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja akurat całkiem lubię oglądać filmy, ostatnio zaczęłam robić to częściej, jednak zdecydowanie wygrywają u mnie książki i wolę lekturę od seansu, więc nie jestem typem regularnego widza:D Nie zdarzyło mi się chyba obejrzeć filmu dla aktora, nie mam też zbytnio ulubionych aktorów. Chociaż ostatnio zainteresowali mnie aktorzy z ,,Zagubionych" i w sumie chciałabym obejrzeć taki film z Joshem Hollowayem, jestem ciekawa, jak wypadł w innej roli.
    Wstyd i hańba, nie znam żadnego filmu z tego posta. Chociaż nie, słyszałam o ,,Tylko kochankowie przeżyją" i w sumie chętnie bym obejrzała. Widziałam Tildę Swinton i Toma Hiddlestone'a tylko w dwóch rolach (Tildę w ,,Opowieściach z Narnii" oraz ,,Grand Budapest Hotel", a Toma w ,,Thorze" i ,,O północy w Paryżu"), więc chętnie bym ujrzała ich w jeszcze innych odsłonach. Czyli widzisz, chciałabym obejrzeć jakiś film ze względu na aktora i to dzięki Tobie:D
    Ach, gdy widzę słowo ,,sezonowcy" w niektórych kontekstach, to aż mnie krew zalewa. Nie lubię tego stereotypu ,,prawdziwego fana". Owszem, są prawdziwi sezonowcy, którzy tylko podążają za trendami, nie patrząc na swoje własne zamiłowania, ale osoba, która idzie na film bez przeczytania książki przecież nie jest godna potępienia. Dlatego tak mnie wnerwiają niektóre komentarze ,,prawdziwych fanów".
    A tak a'propos ekranizacji, przeczytałam Twojego posta na ten temat I kurczę... podpisuję się pod wszystkim! (Aria z Eragona, brrr...)
    Alan Rickman... widziałam go jedynie w serii o Harrym i ,,Rozważnej i romantycznej", ale kurczę... był naprawdę zacnym aktorem o absolutnie magicznym, głębokim głosie. Zrobiło mi się autentycznie smutno, gdy przeczytałam o jego śmierci.
    Pozdrawiam!
    P.
    (z góry przepraszam za nieskładny komentarz!)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć!

    Zostałaś nominowana przeze mnie do LBA. Byłoby mi bardzo miło gdybyś odpowiedziała na moje pytania.

    Pozdrawiam!

    http://loony-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba każdy ma gdzieś w podświadomości swojego ulubionego aktora i nie ważne w jakim filmie gra, każda ekranizacja staje się piękniejsza poprzez jego udział :D Tych filmów nie widziałam, ale zachęciłaś mnie do obejrzenia ostatniego :) Już go zapisałam na liście "filmy do obejrzenia" :)

    OdpowiedzUsuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!