środa, 23 grudnia 2015

Najpiękniejsza świąteczna baśń

Świątecznych opowieści jest masa. Może się nawet wydawać, że jeszcze jedna przesłodzona historia o miłości osadzona między dwudziestym czwartym, a dwudziestym szóstym grudnia, a wszechświat wybuchnie od nadmiaru brokatu, jemioły i zapachu świeżo upieczonych pierniczków. A jednak one ciągle powstają, my je czytamy, a Galaktyka wciąż ma się całkiem nieźle. 
Oczywiście od tylu lat istnienia naszej cywilizacji (a właściwie od powstania tych świąt) wydano już tyle świątecznych opowieści, że niemożliwością byłoby przeczytać je wszystkie. Ja szczerze mówiąc poznałam ich niewiele, a z wami podzielę się tylko jedną (w tym roku). Dzisiaj chciałabym was zachęcić do bliższego zapoznania się z Dziadkiem do orzechów i Królem Myszy E.T.A. Hoffmana, czyli według mnie, z najpiękniejszą świąteczną baśnią.

źródło

Historia zapewne jest wam znana w tej czy innej wersji, ponieważ na podstawie pierwowzoru powstało ich naprawdę wiele. Ja zachęcam was do zapoznania się z oryginalną wersją z 1816 (właśnie zobaczyłam, że za rok będziemy obchodzić dwustulecie wydania!). Dlaczego? Bo baśń jest niezwykle ciepła i magiczna. W dodatku w odróżnieniu od wielu świątecznych historii, ta została napisana przez Niemca, więc mnie dużo łatwiej wczuć się w całą sytuacje, ponieważ obchodzimy Wigilię podobnie do nich (w amerykańskich opowiadaniach nie mogę znieść tego, że prezenty otwierają dopiero rano, no proszę, tyle czekania!) Oprócz tego polecam ją także dla każdego, komu podobała się Alicja w Krainie Czarów i kto lubi odrobinę absurdu - tutaj jest on znakomicie podany. Historia w swojej prostocie jest tak oryginalna i wyjątkowa, że jeśli lubicie podobne klimaty to zdecydowanie będziecie oczarowani!

Mimo tego, że ten książkowy pierwowzór jest moją ulubioną wersją, to muszę przyznać, że na jej podstawie powstało tyle innych, że wśród nich znajdziecie całą masę ciepła i brokatu! Najpierw baśń po francusku opowiedział Aleksander Dumas, a na podstawie jego wersji powstał niezwykle znany balet Piotra Czajkowskiego. Adaptacji filmowych i animowanych powstało wiele, ale ja wyróżnię tylko jedną i to być może nie tak całkiem oczywistą. Nie będę ukrywać, ja historię Klary (w oryg. Marie) poznałam dzięki Barbie w Dziadku do Orzechów, czyli pierwszym filmie z wykorzystaniem postaci słynnej lalki. Powiem szczerze, że ciągle jestem fanką tej dosyć luźnej adaptacji z wykorzystaniem muzyki ze wspomnianego przeze baletu i nawet jeśli nie jesteście fanami Barbie to gorąco zachęcam was do obejrzenia!

Mogłabym wypisać tutaj znacznie więcej tytułów i nazwisk przeróżnych adaptorów, ale myślę że to nie ma sensu. Ja podzieliłam się z wami moimi dwiema ulubionymi wersjami (z poprawką na to, że niestety nigdy nie miałam okazji zobaczyć baletu), mam nadzieję, że jeśli opowieść was zainteresuje (lub już ją lubicie) to wy podzielicie się ze mną waszymi. 

A tymczasem życzę wam Bożego Narodzenia tak ciepłych jak ta książka i prezentów tak wspaniałych jak tytułowy Dziadek do Orzechów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!