środa, 2 września 2015

"Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda"*, czyli "Hamlet" w Brabican Theatre

Inscenizacja tej najsłynniejszej sztuki Shakespeare'a w londyńskim teatrze była prawdopodobnie najbardziej wyczekiwaną premierą tego lata, głównie ze względu na Benedicta Cumberbatcha w roli tytułowej. Ja miałam okazję przekonać się o jakości adaptacji na żywo. I muszę przyznać, że z teatru nie wyszłam zawiedziona.




















Muszę przyznać, że trochę się tej inscenizacji obawiałam. Bilety kosztowały fortunę, program także, a sztuka została skrócona do trzech godzin i piętnastu minut (normalnie trwa ok. czterech godzin). Nie przegnało strachu to, że reżyser Lyndsey Turner podobno poprzestawiała wiele scen i dialogów, a recenzje w darmowych gazetach z metra najczęściej przyznawały spektaklowi tylko 3 gwiazdki na 5 i krytykowały wszystko oprócz odtwórcy głównej roli. Jak jednak się przekonałam - nie należy ufać dziennikom, za które nie płaci się nawet funta. 

Chyba powinnam zacząć od tego, że Benedict Cumberbatch błyszczy. Przyznam się jednak, że nie spodziewałam się niczego innego. Czasem mam wrażenie, że trudność w zagraniu Hamleta nie polega tylko na tym, żeby wczuć się w dramatyczną rolę duńskiego księcia (w twórczości Shakespeare'a znajdziemy wiele postaci borykających się z ciężkimi, wewnętrznymi problemami), ale na tym, by dać oglądającym coś, czego jeszcze nie widzieli. "Hamlet" to chyba najbardziej popularna sztuka na świecie, adaptowana już tyle razy, że trudno nie powielać tego co już zostało zagrane. A jednak, Benedict Cumberbatch to jeden z najbardziej utalentowanych współczesnych aktorów, który na scenie razi sobie równie dobrze co na planie. Jego Hamlet jest Hamletem wielowymiarowym. Występ brytyjskiego aktora jest zachwycający, świetnie widzimy targające księciem emocje, wątpliwości i uczucia. Ale nie tylko Benedict Cumberbatch jest w tej adaptacji rzeczą wartą uwagi.

Na pewno dobrze na inscenizację zadziałało to, że reżyserowała ją kobieta (Lyndsey Turner). Pierwszy raz miałam wrażenie, że ktoś na prawdę dobrze poprowadził postaci Ofelii i Gertrudy. Oczywiście duży wpływ miały także aktorki: Sian Brooke rolę córki Poloniusza zagrała po prostu mistrzowsko. Nieprzesadzona scena szaleństwa, widoczne uczucie do Hamleta i cudownie oddana relacje z bratem, Laertesem, i ojcem, sprawiły, że zdecydowanie mogę uznać tę Ofelię za najlepszą jaką widziałam do tej pory. Nie chcę zdradzać za dużo (każdy z was ma szansę obejrzeć transmisję sztuki w polskim Multikinie), więc napiszę tylko, że fragment kończący scenę szaleństwa był jak dla mnie najbardziej nacechowanym emocjonalnie fragmentem adaptacji.

Jeśli jednak jesteśmy już przy aktorstwie to muszę przyznać, że żaden z odtwórców jakoś szczególnie mnie nie zawiódł. Nie byłam co prawda przekonana do interpretacji Ciarana Hidsa w roli Klaudiusza, a Karl Johnson (swoją drogą zapewne musi być przeuroczym człowiekiem, za każdym razem gdy wychodził na Stage Door, kręcił czekających tam ludzi swoim telefonem) znacznie bardziej podobał mi się w roli grabarza, niż ducha starego Hamleta. Ale być  może tylko się czepiam, zresztą poza tym nie mam żadnych negatywnych uwag na ten temat. Wyróżnić chciałabym jeszcze tylko Horacego, ponieważ interpretacja Leo Billa była zupełnie niepodobna do wszystkich innych jakie do tej pory widziałam, a jednocześnie była wręcz niezwykle udana. Równie mocno podobali mi się Kobna Holdbrook-Smith jako Laertes oraz Matthew Steer i Rudi Dharmalingam w rolach Rosencrantza i Guildensterna, jednak ich przedstawione przez nich postaci były znacznie bliższe moim wyobrażeniom.

Trudno nie było zwrócić uwagi na wyjątkową scenografię. Muszę przyznać, że ja także byłam nią zachwycona, nawet jeśli według mnie była troszeczkę za bogata. Nadawała sztuce wyjątkowy klimat i była niezwykle estetyczna, co zawdzięczamy Es Devlin. Niezwykłą rolę odgrywało też oświetlenie (Jane Cox), kostiumy (Katrina Lindsay) i muzyka (Jon Hopkins). To wszystko składało się na niesamowity charakter zamku Elsynor i całego przedstawienia.

Jeśli chodzi o samą reżyserię, o której już wspominałam, to na pewno nie mogę w zupełności zgodzić się z recenzentami darmowych gazet w metrze. Sama byłam bardzo sceptycznie nastawiona, kiedy dowiedziałam się, że reżyser zmieniła układ niektórych scen i dialogów (także dlatego, że sztukę znam lepiej niż język angielski, więc bałam się, że kiedy dostanę historię nie po kolei to nie będę orientowała się w jakim jestem fragmencie), jednak w większości ten zabieg był ledwo zauważalny. Faktycznie, uważam, że arcydzieła nie trzeba zmieniać i sztuka byłaby równie dobra, jeśli nie lepsza, jeśli zostawiono by słowa Shakespeare'a niezmienione i w całości, jednak zamysł autorki na pewno nie sprawił, że "Hamleta" oglądało mi się mniej przyjemnie (lubię pierwszą scenę w oryginale, ale moment w którym odsunęła się kurtyna był dla mnie petardą i czymś co sprawiło, że jeszcze lepiej zapamiętam tę inscenizację). Jeśli natomiast chodzi o zdecydowany minus, to była to na pewno jedna scena, która być może zachwyciła znawców współczesnego teatru, jednak mnie i wszystkie osoby z widzów, które znałam wprawiła w konsternację jednocześnie sprawiając, że ledwo można było powstrzymać się od śmiechu. Jeśli obejrzycie "Hamleta", to na pewno domyślicie się, o który fragment mi chodzi i albo skrytykujecie moje niedojrzałe podejście do teatru, albo zgodzicie się ze mną w całości.

Podsumowując: jeśli miałabym się przyczepić do wszystkiego co w sztuce było nieidealne, to zdecydowała bym się na danie jej czterech gwiazdek na pięć. Ale ponieważ jestem tylko nastoletnią fanką teatru, Shakespeare'a i Benedicta Cumberbatcha, to nie muszę wystawiać oceny i mogę cieszyć się tym jak bardzo mnie ta sztuka zachwyciła. Oczywiście moja opinia jest niezwykle subiektywna, gdyż zobaczenie "Hamleta" w wyśmienitym londyńskim teatrze było dla mnie niesamowitym i jedynym w swoim rodzaju przeżyciem, jednak biorąc pod uwagę reakcję publiczności mogę zdecydowanie stwierdzić, że nie należy ufać darmowym dziennikom.

A wy? Wybierzecie się na "Hamleta" do kina? A jeśli widzieliście: co was najbardziej zachwyciło?

PS: Moja pierwsza recenzja inscenizacji teatralnej. O sztukach lubię rozmawiać, jednak jeszcze nigdy nie próbowałam o nich pisać, więc wyszło maksymalnie nieprofesjonalnie. Może przynajmniej zachęcę kogoś to tej formy "rozrywki".

PS2: Jeśli mimo to post wam się podobał, dajcie łapkę w górę na facebooku i podzielcie się linkiem ze znajomymi. Kajus (borsuk w logo), będzie niezwykle wdzięczny, że zapraszacie do Nory nowych gości.

PS3: Jak widzicie wygląd znowu minimalnie się zmienił. I w związku z tym pytanie do was: czy czcionka (wielkość) jest dostatecznie czytelna?

*tłum. Józef Paszkowski

10 komentarzy:

  1. Bardzo, bardzo, bardzo chciałabym to zobaczyć! Jestem miłośniczką klasyki i wiele bym dała, żeby zobaczyć spektakl z taką obsadą. Zazdroszczę!

    Ps. Czcionka jest w sam raz ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę bardzo polecam, nawet jeśli nie uda załapać się na stream w kinie, to na pewno będą jeszcze retransmisję!
      Dziękuję za opinię o czcionce ;)

      Usuń
  2. Zagapiłam się na zdjęcie Benedicta i zupełnie zapomniałam co chciałam powiedzieć :P Więc powiem tylko, że przeogromnie Ci zazdroszczę. Co prawda Hamleta nie czytałam (moja kulpa, kajam się i obiecuję poprawę) a Romea i Julii nie lubię, to Makbet mi się podobał, a ogólnie to uwielbiam chodzić do teatru. Czcionka jest osom, a Kajus uroczy *^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Romea i Julii absolutnie nie cierpię, ale jest to jedyna sztuka Szekspira, któej nie lubię. "Hamleta" polecam!
      A Kajus ma imię po innym bohaterze Szekspirowskim, o którym już nie długo... ;)

      Usuń
  3. Uwielbiam teatr, a zawsze wychodzi tak, że nie udaje mi sie do niego pójść. Bardzo zazdroszczę możliwości zobaczenia takiej sztuki, a sama chętnie bym sie wybrała do Multikina. Zobaczymy, może mi sie uda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę powodzenia, żeby się udało!

      Usuń
  4. Strasznie zazdroszczę tobie tego przedstawienia! Zwłaszcza, że grał w nim Benedict Cumberbatch :D Jeśli chodzi o samą recenzję, to bardzo podoba mi się sposób, w jaki ją napisałaś i nie mogę uwierzyć, że jest to twoja pierwsza. Z chęcią przeczytałabym więcej takich recenzji na twoim blogu :)
    PS Cudny nagłówek, Kajus wyszedł na nim wyjątkowo korzystnie ;) A czcionka moim zdaniem jest w sam raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, ponieważ już niedługo pojawi się recenzja "Koriolana" z Tomem Hiddlestonem. W ogóle pisanie o teatrze bardzo mi się spodobało, więc pewnie będzie więcej rzeczy tego typu (chociaż na razie do głowy przychodzą mi tylko szekspirowskie sztuki, a nie chcę was nimi zamęczyć ;).
      Kajus się zarumienił i kazał podziękować!

      Usuń
  5. o kurczak, ile bym dała żeby obejrzeć to na żywo....Ubóstwiam ,,Hamleta" od mrocznych czasów gimnazjum, kiedy pierwszy raz wpadł w moje ręce, a jak na złość nasz prowincjonalny teatr w Bydgoszczy nigdy nie odważył się go wystawić, stawiając raczej na rozbierające się aktorki niż genialne dramaty. zresztą, już się boję co oni by zrobili z ,,Hamletem". Na szczęście mamy tez Multikino i chyba pierwszy raz od trzech lat wybiorę się tam z własnej woli!
    Recenzja wyszła Ci bajerancko i bardzo zachęcająco, myślę, że nawet nie lubiąc ,,Hamleta" zastanowiłabym się, co w nim takiego wielkiego jest. a tak mogę tylko powiedzieć: składam podziękę za informację i lecę obczajać program Multikina.
    PS. Fajnie, że ktoś jeszcze interesuje się teatrem a nie traktuje tego jako ,,kulturalne zło konieczne którego i tak nie zrozumiem". Brawa za odwagę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie wiem jak można traktować teatr jako "kulturalne zło konieczne którego i tak nie zrozumiem"! Racja, wiele współczesnych interpretacji sprawia, że boli mnie głowa i mam ochotę pobić reżysera, ale teatr jako instytucja jest cudowny!
      Może już nie być miejsc w Multikinie, ale biorąc pod uwagę rozgłos, jakim ten "Hamlet" się cieszy można być pewnym, że będą retransmisje ;) Więc nawet jeśli nie teraz, to radzę czatować na to, jak znowu będą puszczać w kinach (jeśli do mnie dotrze taka informacja, to na pewno od razu podzielę się nią na fejsie i blogu ;).
      Lepiej, żeby niektóre teatry (trupy) nie brały się za klasyki: raz byłam na naprawdę nieznośnym "Hamlecie". Myślałam, że ucieknę na przerwie, ale... nie było nawet przerwy ;) Skrócili tę sztukę do dwóch godzin, kiedy normalnie trwa cztery.
      Podobno w STU już nie będą grać "Hamleta", ale jeśli jednak go kiedyś wznowią i akurat będziesz w Krakowie, to bardzo polecam: co prawda nie mały wydatek, ale grają świetnie!

      Usuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!