piątek, 24 kwietnia 2015

Za co kochamy serię "Awatar. Legenda Aanga"?

Wiem, że powinnam dawać screeny z kreskówki, ale nie mogę, skoro Viria narysowała
tyle ładnych artów!
Jeśli ciekawi was jak naprawdę wyglądają te postaci, to po prostu obejrzyjcie Awatara :)
Kiedyś w ogóle nie oglądałam seriali (nie liczyć "Dumy i uprzedzenia" z Colinem Firthem, ale to zawsze liczyłam jako film, tylko, że taki pięcioczęściowy). A już kreskówek? Samo dno! Jak można oglądać coś takiego? Przecież to strata czasu. Widzicie, no cóż... nie było to zbyt mądre podejście :) Co prawda amerykańskie, wielosezonowe seriale ciągle mnie nudzą i nie jestem w stanie obejrzeć więcej niż dwa/trzy odcinki, a jak spoglądam na pierwszą lepszą kreskówkę, która leci w telewizji, to mam ochotę wydłubać sobie oczy, ale gdybym przez takie podejście nigdy nie obejrzała "Awatara. Legendy Aanga", to bym sobie tego nie wybaczyła do końca życia. Dlatego dziękujmy pewnej Emilce i mojej siostrze, które namówiły mnie na danie szansy tej "chińskiej bajce"* (nawet jeśli zrobiły to tylko dlatego, że same ją pokochały i nie chciały, żebym im przeszkadzała w oglądaniu). Muszę przyznać, zakochałam się w każdym aspekcie tej kreskówki i nie mogę o niej mówić inaczej, niż bez ciągłych zachwytów. W związku z tym zamiast napisać jedną sensowną recenzję, ograniczę się do zrobienia spisu rzeczy, które mnie w serialu absolutnie ujęły. A jest to między innymi... praktycznie wszystko.



1. Strona wizualna 3/3
Cóż, muszę przyznać, że kreska była dla mnie początkowo drobnym problemem. Bo chociaż zdaję sobie sprawę, że do anime temu daleko, to mój tata (pozdrowienia tatuś, jeśli to czytasz) wpoił mi, że tylko europejski styl rysowania może sprawić, że kreskówka będzie naprawdę dobra (no ok, po prostu mój rodzic nie przepada za taką ostrą kreską :). Ale jak się szybko okazało, nie miałam się czego obawiać. Mimika postaci jest cudowna, budynki i cała reszta świata przedstawionego to po prostu majstersztyk, a magia? Tutaj to poszaleli. Pomijam już to, że każdy żywioł ma odmienny rodzaj poruszania się (podobno zostały wzorowane na różnych stylach walki), a wszyscy magowie ruszają się niemalże z gracją tancerzy. Ale ten ogień, błyskawice, magia wody... Wszystko jest niesamowicie dopracowane i nieustannie cieszy oko. 

Ok, to ma niewiele wspólnego z kreskówką (humanizacja występujących w niej zwierząt),
ale nic nie poradzę na to, że (prawie) wszystkie inne fanarty Virii są spoilerami.
2. Muzyka 3/3
Jak na kreskówkę... naprawdę się postarali. Muzyka zawsze jest dopasowana idealnie do sceny, a sama w sobie jest wystarczająco dobra, by słuchać jej przy pisaniu tego posta. Piosenek jest mało, bo to nie Disney, ale "Tajny tunel" u każdego wywoła uśmiech. No i nie zapominajmy także o śpiewającym Iroh, genialne!


3. Fabuła 3/3
Postaci nieustannie podróżują, historia wartko się toczy, a zwrotów akcji mógłby pozazdrościć niejeden sławny scenopisarz. Są też straszne cliffhangery-nieodłączny element dobrego serialu (ale się cieszę, że oglądałam to już po wyjściu wszystkich serii). No cóż mogę więcej napisać? Jest świetnie.

4. Humor 3/3
Co tu dużo mówić: oglądanie Aanga to zawsze 20 min świetnej zabawy. Podobno dobry serial można poznać po tym, że twórcy do wszystkiego potrafią podejść z odpowiednim poczuciem humoru. I chociaż w "Awatarze..." bardzo często są poważniejszy odcinek, to tylko jeden zasmucił mnie na amen (ale jest to też mój ulubiony epizod). I chociaż jestem w stanie uwierzyć, że kogoś mogą nie bawić słabe dowcipy o mięsie, to Aang i spółka mają w sobie tyle pozytywnej energii, że nie sposób nie mieć banana na twarzy podczas oglądania.

5. Postaci 1 000 000/3
Mimo wszystko muszę przyznać, że to bohaterowie są tym za co nam najbardziej pokochałam ten serial. I zamiast miliona mogłabym wpisać nieskończoność, czy jakąkolwiek inną wielką liczbę, ponieważ prawda jest taka, że postaci są absolutnie zachwycające, dobrze napisane i przede wszystkim autentyczne. A to jak dojrzewają w czasie trwania serialu... Jeszcze nigdy nie spotkałam jeszcze czegoś takiego w żadnej innej kreskówce. No i Zuko. Zuko. ZUKO! Po prostu to trzeba zobaczyć!

Łącznie: 1 000 012/15
Kreskówka jest świetna. Oczywiście zawsze znajdą się jakieś karpie, którym się może nie spodobać, ale... serio. To trzeba zobaczyć. 

Bonus!
"Wiem, że nie powinno się płakać nad rozlaną herbatą, ale to takie smutne..." to cytat stryja Iroh. Krótko mówiąc, jeśli to że ten mężczyzna cały czas mówi o herbacie, a Sokka wciąż szuka jedzenia nie przekona was do obejrzenia, to ja już nie wiem, co by mogło.

Do napisania mali magowie żywiołów!

PS: Pamiętajcie, żeby głosować na Szymka tu (można raz dziennie). Chłopak może spełnić marzenie, a postarał się i rzucił te dwa razy zza głowy, a potem jeszcze sam filmik zmontował!

PS2: Następny (nie licząc poniedziałkowego) post też będzie poniekąd poświęcony Awatarowi, więc możecie do tego czasu chociaż zacząć oglądać :D

2 komentarze:

  1. Ja osobiście uwielbiam oglądać kreskówki (Pora na Przygodę, Gumball, Gravity Falls i co tam jeszcze) i Awatar jest jedną z moich ulubionych. Chociaż wolę Legendę Korry, ale Legenda Aanga też jest spoko (chyba po prostu bardziej przemawiają do mnie ci bohaterowie jak są już nieco starsi...). Poza tym, witam w fanklubie Zuko! Dobrze wiedzieć, że nie jestem jedyna. Możemy teraz fangirlować razem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. PRZECIEŻ ZUKO JEST NAJCUDOWNIEJSZY ZE WSZYSTKICH WYIMAGINOWANYCH BOHATERÓW! Serio, wolę go nawet od wszystkich książkowych postaci :) Więc tak, fangitlujmy radośnie razem.
    Mnie z kolei Legenda Korry prawie w ogóle nie przypadła do gustu. Po pierwsze nie ma Zuko. Po drugie generalnie mniej polubiłam bohaterów, zwłaszcza, że chociaż są starsi to zachowują się mniej dojrzale (ja wiem, że im hormony latajo, ale jednak). Po trzecie nie ma Zuko. Po czwarte wolę pierwszy świata. Po piąte nie ma Zuko. Po szóste Korra ma znacznie mniej uroku niż Aang (przynajmniej według mnie). Po siódme nie ma Zuko. Po ósme (lol, można tak w ogóle pisać?) hisoria Aanga jest ciekawsza, a odcinki bardziej zróżnicowane, po dziewiąte jest stary Zuko?!?! Po dziesiąte bardziej lubię czarne charaktery w Aangu, a przede wszystkich W KORZE NIE MA ZUKO!!!
    Tak... :D Nie no, Legenda Korry, to też niezła kreskówka, ale zdecydowanie wolę Aanga i wolałabym, żeby nie robili sequelu :)

    OdpowiedzUsuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!