piątek, 17 kwietnia 2015

Picie herbaty, a klasa społeczna, czyli czy sprzedawca ryb też jest Anglikiem

W Anglii* sprawa klas jest ogromnie istotna. Członkowie klasy niższej inaczej się poruszają, mówią i jedzą, a przede wszystkich często nie mają szansy na społeczny awans. Arystokraci tworzą zamkniętą grupę, która w ogrodach sadzi staroświeckie krzewy różane i wyśmiewa forda mondeo**. A pośrodku są jeszcze przecież członkowie wyższej warstwy klasy średniej, którzy nieustannie dbają o to, by "nie spaść" społecznie, członkowie środkowej warstwy klasy średniej, którzy mają w zwyczaju pokazywać przybyłym gościom swoje nowe domostwa i w końcu najniższe warstwy klasy średniej, które pozornie tak niewiele różnią się od  całej reszty Anglików. Ale tak jak w wielu przypadkach tak i tutaj pozory mylą, a kwestia warstw społecznych jest dużo bardziej istotna niż na pierwszy rzut oka.

Nie wiem czy wiecie, ale Eddie jest przedstawicielem tej najwyższej klasy, a co więcej - chodził do szkoły z księciem Williamem.
Co napisania tego posta zainspirował mnie wpis Zwierza, odnośnie angielskich aktorów, którzy swoją sławę zawdzięczają nie tylko talentowi (bo ten też niewątpliwie posiadają), ale także pozycji społecznej. Ba, nawet nie o samą klasę tu chodzi, tylko o pieniądze: aktorskim światkiem "rządzą" teraz osoby, które płaciły za college znacznie więcej niż zarabiają moi rodzice. Ale dlaczego tak jest? Czy prawdziwy talent nie wybiję się nawet z klasy robotniczej? Widzicie, sytuacja nie jest taka prosta, ponieważ w Anglii edukacja kosztuje. I to kosztuje niemało, czesne za RADA (Royal Academic of Dramatic Arts) sięga do 10 tys funtów! Oczywiście są dofinansowania, ale umówmy się, że trzeba się bardzo napracować by takowe zdobyć, a dodatkowym problemem jest to, że niedawno zostały "obcięte". Poza tym różnicę robię też wcześniejsze, prywatne szkoły, znacznie lepiej wyposażone pod względem sali teatralnej i jej zaplecza. Ale oczywiście nie tylko aspirujący aktorzy z uboższych rodzin mają pod górkę. Każda uczelnia kosztuje i niezależnie od tego czy chciałabym studiować medycynę, teatrologię, czy kognitywistykę za każdym razem potrzebowałabym na to ogromnych nakładów pieniędzy. Chyba, że byłabym na tyle dobra, żeby dostać stypendium, które i tak pokryło by tylko część kosztów.

Benedict nikomu nie musi udowadniać tego, że pochodzi z wyższych sfer.

Jeśli oglądacie "Doctora Who", to czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego Rose Tyler jest aż tak lubiana? Oczywiście, w nas (mieszkających w Polsce) też budzi sympatię, bo jest dobra, uczynna, pomysłowa i uparta, a do tego to blondynka, ale dla Anglików to coś więcej. To typowa przedstawicielka jednej z niższych klas: mieszka na ubogim osiedlu, nie skończyła nawet college'u, bo musiała iść do pracy, a gdyby nie przybycie Doctora, to do końca życia byłaby skazana na pracę w sklepie. Niestety takich bohaterów w brytyjskiej popkulturze wcale nie jest tak wiele, a jeśli już są, to bardzo trudno je obsadzić. Dlaczego? Ponieważ niezależnie od tego jak dobrzy i utalentowani byliby aktorzy z wyższych warstw to jak już pisałam klasa robotnicza inaczej wygląda, inaczej mówi i inaczej się zachowuje.

Oczywiście Tom Hiddleston jest wysoko urodzonym dżentelmenem. Sądzę jednak, że lubiłabym go równie bardzo 
jakby był dżentelmenem z niższej warstwy społecznej.

A jak już jesteśmy przy języku, to czy zderzyliście się kiedyś z opinią, że brytyjski akcent jest ładniejszy od amerykańskiego? Nie będę przeczyć, sama uwielbiam oglądać Sherlocka BBC i słuchać bajek nagranych dla BBC Radio. Tylko, że... No właśnie. To jest akcent, którym się posługuję w brytyjskiej (angielskiej) telewizji i którą posługują się tylko wyższe warstwy klasy średniej (ponieważ jak sprawdziłam w mojej "biblii angielskości klasa najwyższa także mówi swoim własnym językiem: połyka samogłoski i omija zaimki). W samym Londynie jest wiele dialektów, które bardzo często zależą od pozycji społecznej. Zresztą wraz z klasą zmienia się także słownictwo. Kiedy wypowiecie przy członku klasy wyższej słowo toilet on wzdrygnie się nieznacznie, ponieważ poprawnym terminem przez niego używanym jest loo. "Angielska arystokracja" nigdy nie użyje też słowa posh, które znaczy właśnie tyle co z wyższych warstw. Zróżnicowanie językowe jest więc klasowo zróżnicowane równie mocno jak zarobki poszczególnych wartw społecznych.

Po przeczytaniu u Zwierza, że Graves rozpoczął swoją karierę od ucieczki z cyrku musiałam koniecznie sprawdzić o 
co chodzi na Wikipedii. I powiem wam tylko, że teraz jestem jego jeszcze większą fanką.

Oczywiście Anglia nie jest żadnym wyjątkiem jeśli chodzi o taki podział społeczeństwa. Nawet u nas w Polsce klasy są niezwykle widoczne. Tylko, że widzicie, jest kilka podstawowych różnic. Po pierwsze właśnie w edukacji: mamy to szczęście, że (o ile się dostaniemy) to spokojnie możemy studiować w państwowej uczelni. I o ile mam świadomość, że jest cała masa "polskiej arystokracji", której nigdy nie spotkam, ponieważ jada ona, uczy się i bawi w całkiem innych miejscach niż ja, to wiem też, że do mojej szkoły chodzą osoby, dla których posiadanie własnego basenu jest normą. A ja, zapewne pod względem pochodzenia będąc co najwyżej ze średniej klasy, mam możliwości wykonywania zawodów zarezerwowanych dla najwyższych warstw. Zresztą u nas płatne RADA zastępuje państwowe PWST, na które żeby się dostać wystarczy odpowiednio przekonująco zagrać gotujące się jajko. A wracając do różnic to no właśnie - u nas te bariery są dużo łatwiejsze do przekroczenia. I nie mówię, że macie nagle zacząć całować polską ziemię, bo "jakaś tam Anga z niższych sfer" ma takie możliwości jakich nie miałaby w Anglii. Ale zawsze możemy być tych różnic świadomi :)

Colin Firth wygląda jak sztandarowy przykład dobrze urodzonego Anglika. A co ciekawe nim nie jest.

Oczywiście Anglicy są w pełni świadomi tego podziału klasowego. Ale nie ważcie się nawet o tym wspomnieć w ich towarzystwie: tak samo mocno jak o tym wiedzą, tak samo mocno starają się to ukryć. Rzadko używają określeń "z niższych sfer" częściej mówiąc np. "o niższych zarobkach". I oczywiście, chociaż te różnice są, to to jednak wciąż jeden naród ze wspólnymi zaletami, wadami i dziwactwami. Po prostu kwestia klasowości jest tam tak niezwykle ważna, że przenika każdy aspekt ich życia: od pielęgnowania ogrodu do wyboru samochodu. I nie sprawia to żadnego problemu, dopóki ci z niższych warstw nie mają pod górkę, wtedy zaczyna być to problemem całego kraju. Sprawa ta widoczna jest na podstawie aktorów, ponieważ zastanawiając się nie więcej niż przez kilka minut odpowiedzcie, czy w ogóle kojarzycie jakiegokolwiek angielskiego celebrytę, który nie byłby posh. Ciężko? Ogromnie.


Tom Felton zdecydowanie nie wygląda na sprzedawcę ryb.

Ale co w związku z tym? Mamy przestać podziwiać talent angielskich aktorów, ponieważ sukces zapewniły im między innymi pieniądze rodziców? Może mamy się przestać zachwycać angielską kulturą, ponieważ za dużo w niej wysoko urodzonych dżentelmenów? Otóż, nie, nie namawiam was do niczego z tych rzeczy. Angielski świat arystokracji i surowej etykiety jest niezwykle pociągający. My z tym, że w Anglii biedniejsi mają trudniej nic zrobić nie możemy, więc chociaż miejmy tego świadomość i podziwiajmy tych, którym się udało osiągnąć wiele w takiej sytuacji (tutaj pozdrowienia dla krytykującego sprawę Ecclestona i pochodzącego z klasy robotniczej Branagha). I miejmy nadzieję, że dofinansowania ciągle będą dawać szansę młodych, biedniejszym aktorom, ale także lekarzom, prawnikom, czy naukowcom. Bo oni, chociaż nie walczą o międzynarodową sławę i nie muszą czekać na swoje pierwsze ważne role, to też mają pod górkę. Bo klasa w Anglii obejmuje wszystkich.

Klasa klasą, ale Hamleta Kenneth zagrał.


*cały tekst dotyczy tylko Anglii, nie wiem jak jest w Szkocji, czy w Walii, to wypowiadać się na ten temat nie będę.

**wszystkie dane i informacje oparłam na książce "Przejrzeć Anglików. Ukryte zasady angielskiego zachowania" Kate Fox.

9 komentarzy:

  1. Ta notka jest genialna, serio. Swoją drogą w Polsce często ludzie podchodzą kpiąco do zawodów takich jak aktor (czy jakikolwiek inny artysta), a czasem wręcz słyszy się, że to nawet nie jest prawdziwa praca (idźcie do roboty, głupi humaniści!!!11). A potem okazuje się, że gdzieś indziej aktorstwo to fach wysoko urodzonych i wykształconych, więc tak jakby argumenty w stylu "każdy mógłby to robić" albo "praca dla niekumatych" wydają się lekko nietrafione. Wiadomo, że Polska to nie Anglia i nasi aktorzy, a aktorzy których wymieniłaś to w sumie dwa różne światy, ale chodzi o sam fakt, że nie wystarczy tylko przeczytać swojej kwestii i iść do domu.
    Ja bym na przykład zemdlała, dostała ataku paniki albo zawału, a na scenę musieliby mnie wciągać przywiązaną do wózka inwalidzkiego i to jeszcze w kaftanie bezpieczeństwa :D
    Powtórzę raz jeszcze: notka jest super dopracowana i ciekawa. I tak ładnie zilustrowana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie mam wrażenie, że w nas też status aktora rośnie, więc kto wie co będzie za parę lat ;D A akurat świetnych aktorów w nas nie brakuje, wiem co mówię, właśnie wróciłam ze "Skąpca" w Grotesce :P Tylko oni w teatrze błyszczą, a potem tak jakoś przygasają w telewizji przybici kiepskimi dialogami :/

      Usuń
    2. Wiem, ale teatr to w ogóle inna bajka :D W polskich filmach przez jakiś czas obsadzali wciąż tych samych. Ale mam wrażenie, że i tak widać różnicę między postrzeganiem pracy aktora w Polsce, a zagranicą. Albo częściej trafiam na ludzi, którzy myślą w ten sposób (mój pech)

      Usuń
    3. Ciągle obsadzają tych samych, chyba, że nagle pomyślą: "hej, do tego potrzebujemy nowych, młodych aktorów!", a Ci aktorzy dobrze grają, tylko, że sam film wychodzi cóż... słaby... Np. takie "Kamienie na szaniec" - jeśli coś tam było dobre, to aktorstwo.
      Oczywiście, ze różnica jest, zwłaszcza, że jeśli mamy aktora brytyjskiego, to przez to, że gra... cóż... po angielsku, to bliżej mu do Hollywood i międzynarodowej sławy. A co do samego postrzegania tego zawodu w Polsce, to oczywiście (tak jak zawsze) zależy to też od środowiska. Np. ja sobie dzisiaj wracam z moim biol-chemem z zajęć na UJ i po kolei wyśmiewam studiowanie biologii (bo to akurat serio bardzo głupie), biotechnologii i medycyny, a oni takie "to co ty będziesz robić?" na co moja koleżanka "ona to na pewno zostanie artystką". No więc ja mówię, że zaraz po liceum idę do teatru, a ona: "chcę zobaczyć pierwszą sztukę z tobą", a mój kolega: "to na pewno będzie tragedia!". Hahaha, ale śmieszkowa gra słów, uśmiałam się :D Akurat być aktorka nie zamierzam, ale wiadomo, że jak jesteś artystką w klasie lekarzy to cię wyśmieją :)

      Usuń
    4. Hahah, trzeba było odpowiedzieć, że artystą się nie zostaje, artystą się jest, a potem zrobić dramatyczną minę, uklęknąć i zacząć coś recytować. Albo coś w tym rodzaju :D
      O, albo że czeka Cię świetlana przyszłość sławnej blogerki!

      Usuń
    5. Haha, juz sobie wyobrażam ich miny jakbym uklękła i rozpoczęła "Było smasznie, a jaszmije smukwijne..." :)

      Usuń
  2. Napisałam komentarz a się wylogowałam, więc jeszcze raz...
    Właśnie miałam się uczyć ale weszłam sobie na moment na bloggera i bum! Wsiąkłam u Ciebie na dobre. Ten wpis powalił mnie na kolana!
    To trochę smutne, że w XXI wieku mamy jeszcze przejawy tak silnego rozwarstwienia społecznego. Ale jest to chyba po prostu wpisane w ludzki byt, zawsze muszą być ci biedni i ci bogaci. I pośredni oczywiście. Mi Twój wpis skojarzył się z "Nie-boską komedią", tak a propos klas. A swoją drogą to nie miałam pojęcia, że w Anglii jest tak trudno wybić się aktorom niższych warstw. A ja sama miałam ambitne plany zostać aktorką, o naiwna ja!
    Kocham Twoje podpisy do zdjęć, ale gdyby tak Tomowi Feltonowi nałożyć na głowę czapkę (a'la taka z papieru), a do rąk włożyć jakiś okaz ryby to wygląda jak czarujący pan na straganie z rybami zachwalający swój towar xD Te dłonie dźwigają niewidocznego suma :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ty akurat jesteś z Polski (chyba, że nie?) więc szansę masz :D
      O nie, teraz Tom Felton zawsze będzie mi się kojarzył ze sprzedawcą ryb! Co ja zrobiłam?

      Usuń
  3. Świetny post! Uwielbiam takie wpisy, z których można się dowiedzieć czegoś ciekawego, no i przy okazji powzdychać do angielskich aktorów ;)
    Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, że tak to wygląda w Anglii... Ale teraz już wiem i bardzo Ci dziękuję, że podzieliłaś się tymi informacjami na swoim blogu, bo pewnie gdyby nie Ty dalej żyłabym w niewiedzy. Poza tym, uważam, że to trochę smutne i niesprawiedliwe, że w Anglii aktorzy z niższych sfer nie mają za bardzo szansy się wybić... Przydałoby się coś z tym zrobić.

    OdpowiedzUsuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!