poniedziałek, 8 września 2014

Nie wyrzucaj tych biletów, czyli sposób Angi na Kalendarz

Dobry wieczór!
Niestety (dla was) bardzo spodobało mi się pisanie postów z serii "Back to school". No, może nie jest to typowy i absolutnie podręcznikowy przykład tego zjawiska zaistniałego w blogosferze, ale ważne, że w ogóle jest. Bo ostatnio jeszcze nie było nic. Nic nowego. A brak światłości to ciemność. I tak właśnie działa na mnie szkoła...
A wracając do tematu notki... Wszyscy mają Kalendarze! Jeśli nie masz Kalendarza, to prawdopodobnie brakuje w twoim życiu czegoś bardzo ważnego (właśnie Kalendarza) i stąd bierze się ta niepokojąca pustka w twoim serduszku. Jednak jeśli jej nie odczuwasz, to znaczy, że jesteś w tej nielicznej grupie ludzi, którzy nie potrzebują Kalendarza do szczęścia. Ale ja tam nie wierzę w taki przypadki. Ale co to właściwie znaczy "Kalendarz"?


(Ładne obrazki są ładne, ale dzisiaj będzie ich trochę mniej)


Otóż wytłumaczenie tego zajmującego problemu jest dosyć proste (chociaż specjaliści wciąż nie ustalili jednolitej wersji). Kalendarz, znaczy to z grubsza to samo co terminarz, czyli miejsce gdzie wpisane są daty. Mniej ogarnięci lub bardzo ogarnięci ludzie zapisują w nich różne śmieszne rzeczy. Ale czy Kalendarz (wczujcie się w piękno tego słowa) naprawdę musi być tylko kolejnym bezdusznym przedmiotem? Otóż nie musi. Dzisiaj zaprezentuję wam moją jego wersję, ale możecie (i gorąco was do tego zachęcam) znaleźć własną.

Czego potrzebuję?
1. Bilety - są one drugim bohaterem dzisiejszej notki.Więcej o nich napiszę na samym końcu.
2. Kalendarz/Terminarz - jak się zapewne domyślacie będzie to nasza "podstawa".
3. Klej - Nie ma go na zdjęciu, ale może być jakikolwiek (choć ja odradzam takie maziające, bo się brzydko zwija).
4. Kolorowa taśma klejąca - ta moja jest brzydka i jutro ją zmienię (wstawię jeszcze zdjęcie).
5. Długopis lub inne pisadło - przydatne, polecam.
I tyle! Na początek....

Dzisiaj zamiast ładnych obrazków będą brzydkie zdjęcia na brzydkim biurku, mam nadzieję, że jakoś to przeżyjecie. I sorry za Oxforda, innego nie było w Carrefourze.
Mam wszystko, co dalej?
W środku były takie dwie strony, co mi się nie podobały (były na brzegu). Postanowiłam okleić je biletami krakowskiego MPK, który to pomysł podpatrzyłam kiedyś w tramwaju. Właściwie, to tamta dziewczyna nie miała tak obklejonego papieru, tylko teczkę na "sztukę", niemniej idea nie jest moja. Jakby ktoś z was akurat nie miał małego składziku biletów, a sposób mu się spodobał (lub jeśli ktoś woli te krakowskie od swoich) to możecie do mnie pisać, ponieważ jeszcze trochę ich mam, więc mogę się podzielić.

To te strony, na żywo wyglądają troszkę lepiej, jak wszystko.

Czy w środku potrzebne jest coś jeszcze?
Otóż ja i Misia, która była dla mnie ogromną inspiracją w pisaniu tego posta, uważamy, że tak i to dużo, ale na tym etapie pracy powiem o tylko jednej rzeczy. Obrazki. W końcu wszyscy lubią ładne obrazki. Nie są one absolutnie niezbędne (Misia ich np. nie ma), ale... No to przecież ładne obrazki! Ja w poprzednich latach korzystałam z Kalendarza Kota Simona, kupionego bardzo korzystnie na Targach Książki, więc zrobiłam bardzo prostą rzecz. Wycięłam z nich fajne rysunki (które są fajne) i wkleiłam do mojego nowego Kalendarza. Oczywiście jeśli umiecie rysować, to najlepiej sami stwórzcie ilustracje. Jeśli nie są gazety i takie tam...

Wycięte...

...I wklejone.
Gotowe, co na zewnątrz?
Lubię chodzić do teatru i na różne takie. Lubię jeździć pociągiem. Lubię bilety. Dlatego właśnie nimi postanowiłam obkleić ten kalendarz (żartuję, tak naprawdę zrobiłam tak dlatego, że Misia taki ma i mi się podoba). A tak w ogóle zastanawialiście się kiedyś ile biletów się marnuje w koszu na śmieci (umierają drzewa...)? Ale o tym zaraz. W tym punkcie nie będę się rozpisywać, bo nie ma o czym, po prostu zróbcie okładkę jaką sobie wymarzycie!

Wcale nie zrobiłam tak, żeby na głównym planie był bilet z "Little Favour"

Obklejone, ale końce brzydko odstają... Co robić?
Pomysł oczywiście Misi, nie mój. Otóż najlepiej przykleić tam kolorową taśmę. Moja jest brzydka, odkleja się i w ogóle fuj, dlatego jutro będę ją zmieniać. Ale sam zamysł widać. To już koniec, jeśli chodzi o część zewnętrzną.

Tak to się mniej więcej prezentuje od tyłu.
Uf, to już koniec?
To może być koniec, ale nie musi. Ja tam polecam jeszcze zrobienie dwóch rzeczy, które sprawią, że nasz kalendarz będzie nie tylko użytecznym przedmiotem, ale także wspaniałą pamiątką. Przede wszystkim warto pamiętać o urodzinach bliskich osób. Ale, żeby było ciekawiej lepiej poprosić je, żeby same wam je napisały, niż zapełniać Kalendarz formułkami: "Urodziny Zosi", "Imieniny Taty", "Rocznica Kowalskich"...

Piękny wpis z pięknie zamazanym nazwiskiem.
Ok, a ta ostatnia rzecz?
Możecie zrobić teraz co chcecie, ale ja polecam zapełnić kalendarz sentencjami, złotymi myślami (polecam Paulo Coelho, on zawsze wie co powiedzieć), śmiesznymi sytuacjami... Możliwości jest masa! Fajnie jest jak różne śmieszne osoby wpisują te rzeczy., jeśli jednak nie masz takich ludzi nie przejmuj się - też jesteś fajny!

To jest piosenka. Ładna piosenka, na lipcu który już minął.
I to na reszcie koniec?
To już zależy tylko od ciebie...

A teraz o biletach!
Jak już powiedziałam, przez to, że wyrzucamy bilety do kosza, giną lasy. A przecież można je jakoś fajnie wykorzystać! Jeden sposób podałam tutaj, na pewno pojawią się to jeszcze przynajmniej dwa posty o tej tematyce. Ale wiadomo, bucham kreatywnością (jak akurat jestem wyspana), ale nie mogę wymyślić wszystkiego (a nawet jak na razie nie przedstawiłam wam nic co sama wymyśliłam, ale spokojnie są takie rzeczy). Dlatego mam dla was propozycję. Otóż ja posłucham waszych pomysłów odnośnie kreatywnego (lub praktycznego) wykorzystania biletów, a jak natrafię na coś bardzo super, to takiej osobie wyślę czekoladę. Mówię serio! (wiem, że to się wydaję niemożliwe, ale tak jest). I pamiętajcie od lasach, kiedy postanowicie wyrzucić bilet MPK do śmieci, bo naprawdę można zrobić co fajnego!

A na koniec podziękowań słów kilka!
Dzięki, że chociaż nic nie pisałam, jakieś wyświetlenia bloga były. I dziękuję także za wszystkie komentarze! I oczywiście podziękowania dla The music of me, tak znowu za wszystko. I proszę, jeśli nawet nie masz w zwyczaju komentować notek, to proszę zrób raz wyjątek i jeśli przeczytałeś post zostaw chociaż słowo, żebym wiedziała, że nie zostawiłam francuskiego na marne.

Zapomniałabym o zapowiedziach!
W kolejnym odcinku "Disneyowy outfit (czyli, ze Anga wcale nie zamierza zostawać blogerką modową)", lub "Biletowa TARDIS, czyli biorę udział w fajnym zadaniu", lub ewentualnie "Czym jest wszystko, które zaczęło się od Sherlocka?". Bądźcie z nami  ze mną ( :( ) już za... 2 dni, albo za 3 dni, albo za tydzień... W każdym razie powrót już niedługo! Do przeczytania!

8 komentarzy:

  1. Łojejku jejku! Podziękowania? dla mnie? Ale jak to? :D
    Ja tam Ci nie wierzę, pewnie jesteś profesjonalnym fotografem ale skromność nie pozwala Ci się do tego przyznać :D
    Pomysł GENIALNY! Ja uwielbiam kupować kalendarze ale dziwnym trafem z nich nie korzystam (jak to możliwe?). Otóż jestem osobą tak zdezorganizowaną, że nawet kalendarz by mi nie pomógł :D Chciałam kupić sobie taki fajny co miał sówki na okładce (no przeuroczy!) ale mama mnie zniechęciła, bo niby po co mi takie cuda :D
    Ja nie mam za dużo biletów (na wsi tramwaje nie kursują. Jeszcze!), ale siostra kiedyś dała mi cały plik biletów pociągowych także już zastanawiam się co kreatywnego można z nimi zrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy pomysł, nie powiem... Ja od jakiegoś czasu zbieram rożne bilety z rożnych miejsc, ale do trochę innego celu (jeszcze go nie określiłam, ale to się zrobi!)
    I chyba zaliczam się do grupy, która za kalendarzami nie szaleje... Chętnie bym je kupowała, bo ładnie wyglądają, ale ich nie używam, a przynajmniej nie takich... Podręcznych, bo ścienny jest w trakcie skomplikowanego procesu produkcji... bardzo bardzo skomplikowanego!
    Czekam na Disneyowy outfit hahaha :3

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny pomysł ;) jakbym tylko miała czas i chęci, to tez ozdobiłabym mój brązowy kalendarz, który wszędzie ze sobą nosze, bo akurat należę do tych osób, dla których kalendarz jest niezbędny ;) ja akurat zamiast biletów, wykorzystałabym czarnobiałe gazety typu "Wyborcza", uwielbiam taki motyw ;)

    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ...ja okładki swoich marzeń robię na zeszytach. W tym roku co prawda były one tylko dwa (zeszyt do wszystkiego i szwedzki), ale zawsze to jakaś możliwość upustu dla własnej wyobraźni oraz kreatywności :)

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam twój styl pisania przede wszystkim :) jeeeejku właśnie dziś kupiłam kalendarz XD także na czasie, ale mój ewentualnie nadaje się do ozdobienia w środku ^^ bo na zewnątrz ma stylową wieżę Eiffla <3

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja bilety (choć niewiele ich mam) trzymam ze względów czysto sentymentalnych :D Kalendarze są super, zwłaszcza, jak ktoś ma sklerozę dorównującą mojej..

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale cudny ^^
    Aż chce się robić takie rzeczy! Naprawdę, motywujesz i dziękuję za to. (:
    Pozdrawiam gorąco!
    Muminek

    OdpowiedzUsuń
  8. Kalendarz suuper! :D
    (yhh tyle razy już chciałam sb zrobić.. taki fajny właśnie.. z cytatami, obrazkami, i żeby to było ładne i takie jakieś właśnie ciekawe.. hahh może kiedyś zrobie.. xd)

    OdpowiedzUsuń

Za komentowanie nie dostajesz co prawda czekolady, tylko dozgonną wdzięczność autorki, ale podobno się opłaca!
Do zobaczenia!