niedziela, 31 sierpnia 2014

'Back to school' po Angowemu, czyli jak wydawać się mądrzejszym w oczach innych ludzi.

Cześć!
Zauważyłam, że w blogosferze istnieje coś takiego jak posty 'back to school' (czy coś w tym guście) i co prawda nie wiem na ile moje spostrzeżenia są trafne, ale postanowiłam sama napisać coś w tym stylu. Otóż ten rok szkolny jest dla mnie rokiem szkolnym poniekąd wyjątkowym (jakby któryś nie był), ponieważ rozpoczynam własnie naukę w liceum (zaskoczenie! w tym wieku można być jeszcze tak dziecinnym!). Rozumiecie jak to jest, poznaje się nowe osoby i w ogóle jest to całe zamieszanie, żeby na pierwszym spotkaniu wszyscy (lub zdecydowana większość) cię polubili. Ja zmierzam akurat do najstarszej szkoły świeckiej w Polsce (Kraków pozdrawia), gdzie wszyscy są mądrzy. A przynajmniej zdecydowana większość. Dlatego tutaj pojawia się pytanie... Jak sprawić, by inni pomyśleli, że też jesteśmy mądrzy?

Jeśli jesteś tak przystojny jak on, to ten post absolutnie cię nie dotyczy. Ludzie polubią cię mimo niskiego IQ.
Po pierwsze, dużo czytaj! Pisałam już o tym w poście Bo warto. Generalnie ludzie szanują tych, co znają klasyki. Shakespeare nie gryzie (a nawet jest jednym z najcudowniejszych pisarzy jakich czytałam), Hugo czasem przynudza, ale uczy wrażliwości, a Mickiewicza nie wypada nie poznać lepiej! Jeśli jednak wolisz wybierać lżejsze pozycje, to w niczym nie przeszkadza! Przecież przy rozmowie zawsze możesz napomknąć "Tak się składa, że przeczytałem ostatnio 17 książek, więc doskonale wiem o czym mówię!". Mogę zagwarantować, że nikt nie będzie pytał szczegółowo o ich tematykę i założy, że jesteś wyjątkowo oczytanym i inteligentnym człowiekiem (oczywiście w tym wypadku "Krecik idzie spać" liczymy jako pełnoprawną książkę).

Ta klata także upoważnia do pominięcia rozwoju intelektualnego.
Po drugie, znaj dużo ciekawostek! Obojętne czy z gazet, czy z Wiedzy Bezużytecznej, czy z jakichkolwiek innych odmętów internetów. O to nikt nie będzie pytał! Ważne, by często powtarzać "wiem z naukowego źródła, że tak jest". Dobrym sformułowaniem jest także "czytałam/łem gdzieś ostatnio...". A jaki temat ciekawostek wybrać? Najlepiej wszystkie, ale jeśli nasz mózg nie jest w stanie przyswoić takiej ilości informacji, to musimy dobrać zagadnienia do grupy odbiorców. Tak więc jeśli jesteś na biol-chemie w Nowodworku, to pamiętaj o najnowszych wydarzeniach w biologicznym świecie (jakkolwiek głupio by to nie brzmiało). Oczywiście chwal się tą wiedzą przy każdej możliwej okazji, wcinając się do rozmowy, czy odpowiadając na pytanie co było na dzisiaj zadane. Przy okazji wydasz się osobą wszechstronną i zaznajomioną z każdym tematem.

Ważne! Nie upijaj się na pierwszej imprezie, a jak ktoś cię spyta dlaczego nie pijesz, powiedz, że gustujesz tylko w najlepszym winie!
Po trzecie, używaj mądrych słów! Tutaj także przydaje się czytanie książek, jednak nie przejmuj się, poradzisz sobie bez tego. Najlepiej otwórz słownik PWN na przypadkowej stronie i zapisz najfajniejsze wyrazy na kolorowych karteczkach, wtedy łatwiej je będzie zapamiętać. Zamieszczę tutaj parę przykładowych słów jakby ktoś akurat nie miał dostępu do tej pięknej ksiażki: "niereformowalny", "adenozynotrójfosforan" (to szczególnie przyda się biol-chemom), "reglamentacyjny", "nóżki ambulakralne", "włókna poliakrylonitrylowe". Jest wiele innych trudnych słów, ale nie będę wam wszystkich zdradzać, sami poszukajcie, to będzie doskonały trening dla waszych rozleniwionych po wakacjach mózgów. Nie zapomnijcie jednak, żeby w normalnej rozmowie prostsze słowa, zastępować tymi bardziej skomplikowanymi! O ileż wspanialej zabrzmi "był on jego zagorzałym antagonistą", niż "był on jego zawziętym przeciwnikiem". I to się moi drodzy nazywa magia słowa!

Jeśli mimo moich rad, ciągle będą uważali cię za idiotę, możesz zawsze próbować udawać kogoś zabawnego. Jessemu to wychodzi.

Po czwarte, znaj wielkich twórców! Tyczy się to wszystkich dziedzin. Pamiętaj, wystarczy, że poznasz ich nazwisko, resztę możesz wykombinować na bieżąco. Przy wieszczach (dobry przykład stosowania się do punktu trzeciego), mów o tym jak podobają ci się użyte przez nich środki poetyckie, przy filozofach śmiało głoś zdanie na temat tego czy podobają ci się ich poglądy (wartym uwagi jest fakt, że Platon uważał, że kobiety mają mózg równy mężczyźnie, a Arystoteles z kolei był strasznym seksistą. Myślę, że nie musicie znać reszty ich zdania, to w zupełności wystarczy). Gdy rozmawiasz o malarzach, warto jest wtrącić "Ja tam wolę jego wcześniejsze obrazy", albo "sądzę, że z czasem dojrzał i tworzył coraz piękniejsze dzieła". To nie jest trudne!

To by było na tyle! Teraz możecie śmiało podbijać do elit!

A na poważnie... Mimo tego co właśnie napisałam uważam, że najlepiej być sobą (ludowe mądrości!). Lepiej żeby jak już coś to znielubili nas na początku, ale za to wiedzieli jakimi jesteśmy naprawdę. Bo wtedy mogą się tylko milej zaskoczyć :)

sobota, 16 sierpnia 2014

"Wsi spokojna, wsi wesoła", czyli notka pisana "o czwartej nad ranem"

Hej,
"Boli mnie głowa i nie mogę spać", a że dawno nie pisałam postanowiłam stworzyć notkę. Najpierw usprawiedliwienie: nie było mnie tak długo, ponieważ 3.08 wyruszyłam z Dominikanami na pielgrzymkę, a ponieważ oni robili wszystko żeby nie dojść, na Jasną Górę dotarliśmy dopiero w sobotę. Wiem, mogłam napisać coś wyjaśniającego, ale byłam zajęta wakacyjnym odpoczywaniem (coby nie powiedzieć brzydziej). 
Niestety tutaj właśnie powinnam skończyć wstęp, ale mam problem... Nie bardzo wiem o czym napisać.
Potrzebne jest jeszcze jedno słowo wyjaśnienia. Jestem teraz u cioci na wsi (mój odwieczny problem jak wytłumaczyć kuzynom, że mówiąc wyjście na pole mam na myśli wyjście na zewnątrz, a nie na zbiory), więc pisanie jest utrudnione po pierwsze dlatego, że piszę z aplikacji na telefonie, a po drugie dlatego, że w Krakowie zostawiłam masę przecudownych zdjęć. Na razie nie jest to problemem, z tej prostej przyczyny, że i tak nie potrafiłabym ich wstawić do wpisu. Zastanowię się nad tym jutro (dzisiaj, czwarta nad ranem to całkiem magiczna godzina), a teraz coby już nie lać dłużej wody przedstawię wam temat notki. Otóż dnia 12 sierpnia (edit: na blogu post pojawił się dopiero 16.08, z przyczyny braku zdjęć), Anga poświęci się skomplikowanemu zagadnieniu jak nie zmarnować czasu na wsi.

Na wsi radośnie marnowałam czas, więc do głowy mi nie przyszło coby porobić zdjęcia do posta, więc wstawiam jakieś znalezione na laptopie. Nie mam bladego pojęcia, czy jestem ich autorem, ale jeśli poczuwasz się do któregoś z nich, to mogę tylko poradzić, żebyś nie zostawiał zdjęć na moim aparacie bez opieki, bo jeszcze wykorzystam :).
No dobra, żartowałam. Wieś jest od tego żeby obżarte mieszczuchy mogły marnować na niej czas (i w tym miejscu poproszę wszystkich, zwłaszcza osoby mieszkające poza miastem, o potraktowanie mojego wpisu z jego nocno/rannym humorem, z przymrużeniem oka). Bardziej chciałam pokazać, że można marnować go w sposób przyjemny. Można na przykład pójść sobie nad rzekę. Byłam tam dzisiaj (wczoraj) i dowiedziałam się, że jak ktoś chce, to sobie wędkuje, a tak w ogóle to w tej wodzie można chodzić. W Wiśle raczej nie można łowić ryb, a przynajmniej w jej krakowskiej-centrum części. Wynik: Kraków:wieś 0:1. To za wędkowanie.

Hehe, krzak
Oprócz tego na wsi można iść na rower. W Krakowie też, nie pozbawia to jednak wsi jej atutu. A w dodatku przy okazji można pobawić się na belkach z siana, a z tego co mi wiadomo w mieście nie ma takiej możliwości. A jak się pojedzie trochę dalej, to można nawet urządzić piknik na łonie natury. Oczywiście zakładając, że obok takiej wsi nie przebiega akurat autostrada. Łono natury pozostanie co prawda łonem natury, ale takim z autostradą w tle. To ja już chyba wybieram Lasek Wolski, nawet w pakiecie ze staruszkiem bez koszulki.

To jest ładne. Nie wiem kto je robił, ale chyba ma talent.

W Krakowie nie biegam, bo nie mam profesjonalnego dresu, a mieszkam w centrum i się wstydzę. Tutaj nie biegam, bo mi się nie chce. No dobra, w Krakowie mam ten sam powód. Mimo to w Dmosinie (taka oto nazwa tej tajemniczej wsi) nacisk na profesjonalne dresy prawdopodobnie jest zdecydowanie mniejszy. Ja do tej pory nie zobaczyłam nikogo biegającego w czymś takim. Hm, jak do tej pory w ogóle nie zobaczyłam nikogo biegającego, ponieważ mój leniwy tyłek leżał sobie bezpiecznie w domu. Ale za to widziałam bociany!


Zapewne jest też dużo zajęć, które można robić ze zwierzętami, ale nie sprawdzałam tej teorii w praktyce. A jak komuś się naprawdę nudzi to zostają jeszcze książki i seriale. Dla mnie największym atutem Dmosina pozostaje to, że ciocia ma kilkaset kanałów na telewizorze.
Będę kończyć, bo zaczynam się domyślać skąd bierze się mój ból głowy. Do przeczytania!

PS: Kurda, pewnie nie napiszę zbyt szybko, bo wyjeżdżam na tydzień i znowu nie będę mogła wstawiać zdjęć do posta, ale jak wrócę to dam coś super, słowo.